staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2001

    Kazimierz Wierzyński
    Jesienie, jesienie,
    Czemu nie jesteści moimi małymi siostrami,
    Czemu nie przeprowadzam was przez ulice za rękę,
    Czemu nie powtarzam z wami zadań arytmetycznych,
    Czemu nie wyszywacie mi monogramu na reczniku,
    Czemu nie we wrzesniu,
    Nie w październiku?

    [...]

    Jesienie, jesienie,
    Nie słysze waszych szumów i deszczów,
    Nie widzę waszych lisci i mgieł,
    Kiedy nieznane i tajemnicze
    Zabiegacie mi drogę.
    Ja tylko was liczę i liczę
    I juz sie doliczyć nie mogę.

    :’-(

    Brak komentarzy

    Już tak dawno nie płakałam, że prawie zapomniała, co do może dać. (Nie licząc popłakania się w połowie „Gladiatora”, oczywiście). No i w zaszłą noc, ktora jakoś była jedną z takich, w które się nie da spać poryczłam się jak małe dziecko. Z … no właśnie. Jak kiedyś będę umiała to wszystko, co czuję nazwać, będę mądrym człowiekiem. Bo najlepiej oddaje mój stan ducha zdanie, ktora moja kuzynka Krystle wygłosiłą, gdy próbowała nauczyć się grać w „Ryzyko” : „This game confuses me”.

    …ale dzisiaj chyba nie. Mam dziwnego moralniaka. Nic niestosownego, zdaje się nie zrobiłam ani wczoraj ani dzisiaj. A mam takiego… no… Byłam pierwszy dzień na praktykach w szkole, hospitowałam jedną lekcję, przez pozostałe 5 czytałam statuty szkoły :) i wewnątrzszkolny system oceniania :P. no poważne dokumenty. I rozmawialam z tymi, którzy akurat mieli okienka :). I nie wiem po czym mam moralniaka. Chyba na skutek nicnierobienia.
    Jednak chyba lepsze są te moralniaki po robieniu czeogś. Pzynajmniej człowiek ma świadomość za co. Tak mi się wydaje, znaczy się :)

    Nie czuję się specjalnie dobrze, jako praktykantka w gimnazjum. Nie bardzo wiem, jak to wyjasnić, nie chodzi o nauczycieli, tylko o uczniów. Oni są naprawdę i bardzo mili i tacy… za bardzo koleżeńskie mam do nich podejście. Wiem, że to tylko praktyka, ale przecież o ile kiedyś będę uczyć… będę przecież musiala sobie wypracować jakieś rozsądne podejście :). He, to trochę dziwne znaleźć się nagle po drugiej stronie… Ciekawe, jak to będzie jak zacznę prowadzić lekcje :))) Chyba najpierw umrę ze strachu a potem już będzie tylko lepiej.

    …bo tak własnie jest. z tytułami mam problem. Nie wiem, z czego to się bierze, nawet jak piszę wiersz, nadanie mu tytułu zostawiam zawsze na koniec i )(poza może dwoma przypadkami) mam wrażenie, że ten tytuł to miał być inny.
    Nie o tym chciałam pisać. Chcialam wyrzucić z siebie to, co ostantnio dzieje się u mnei w domu. Ale nawet w głowie nie chce mi się tego układać, nawet wieczorami uciekam od myślenia. (Wymyślam sobie czaderskie scenariusze ;P). Więc chyba nie będę pisać, bo potem jak sama to czytam, to niepotrzebnie wszystko do mnie wraca. Ostatnio doszłam do wniosku, że pisanie o złych, trudnych i ciężkich sprawach jest terepią tylko wtedy, gdy nie są one długie i poważne. W innym przypadku prowadzi tylko do niepotrzebnego powracania do własnego bagienka i rozdrapywania bezsensownych ran. Patetycznie mi to zabrzmiało, żałośnie do tego… ale w sumie tyle chciałam w ten mglisty, wrześmiowy wieczór.


    • RSS