Ostatnio mam to, czego się najbardziej boję – nijakość… nic się w sumie nie dzieje. To znaczy to ma swój urok, bo się człowiek niczego nie boi. Ale ludzie, znajomi stali się ostatnio tak mało ważni jak nigdy. Jest to na swój sposób wypadkowa tego, co się we mnie działo od maja… może kwietnia.
Chyba się naprawdę robię zimna i cyniczna. Wolę być dziwna w ten mój sposób. A na terapię jest tylko jeden sposób. Będę musiała napisać do Jarka. Bo to jest chyba jedyna osoba, która akceptuje mnie z całą dziwnością i traktuje jak coś zupełnie dopuszczalnego. Nawet jeśli uważa to za „odrobinę po…bane” Mimo, że sam jest nieprzyzwoicie normalny. Chyba poznałam go kiedyś dla równowagi. Jeśli przypadkiem to czyta, to niech się nie obawia, nic nie do czytania tu o nim nie napiszę :).