staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2002

    Czasami, gdy któyś z moich uczniów stworzy cos niezwykle twórczego w gramatyce angielskiej albo opracuje jakieś nowe prawo fizyczne patrzę się na niego swoimi ziolnymi ponoc oczami i, o ile jest obdarzony poczuciem humoru (a większość jest) stwierdzam: „Boże, widzisz nie grzmisz”.

    A gdy rozmawiam przez telefon z moja mama taką jak wczoraj, skotłowaną i umęczona. I gdy widze ten cały syf w domu moge tylko mysleć: „Boże widzisz, nie grzmij, proszę.”

    Nad ranem miałam HALUNa. Nie był zywy i ciepły, ale był.
    Nadal nie zmieniłabym niczego.
    Nadal jestem rozmarzona
    Ale w końcu mam powód.

    Jestem ciepłym zywym halunem. I będę nim tak długo, jak długo pewien człowiek mi na to pozwoli.
    Głupio mi, że zależę od kogoś.
    Źle, nie głupio. Dziwnie. Ale fajna ta dziwność.
    Fajnie, że niektorzy ludzie istnieją.
    Fajnie, że mogłam ich spotkać.

    I niech mi ktoś powie, że Paryż jest najbardziej romantycznym miastem.
    Jeśli któ tak myśli, niech się przejedzie na Arbat.
    I potem pogadamy.

    …albo mam zaczepiste poczucie humoru :)…
    Co zresztą nie ma żadnego znaczenia. Ani nie stanowi dla mnie różnicy. Szczegół.
    Życie jest dowcipne. I całkiem mi się to podoba.
    Dopóki dostrzegam komizm sytuacyjny i mam jakiś, he, samokrytycyzm to przeżyję wiele.
    Co mnie nie zabija to mnie wzmacnia. Hi,hi.
    Pozdrowienia dla Dawidka :P

    …i to do Rosji… i tak się ciesze na ten wyjazd jakbym jechała jakąś nagrodę odbierać a nie z uczelni :)
    I takem szczęśliwa że aż mi wstyd…

    Z innej beczki: dziś w horoskopie w zetce, o ile dokładnie to pamiętam bo zaspana trochę bylam jak leciał, dowiedziałam się, że spotkam samych życzliwycj ludzi a może nawet ktoś mnie nawet obdarzy uczuciem. Tylko że faktycznie mogłam słyszeć co chciałam, bo wczoraj mialam długi wieczór. Juwenalia się kończyły :)

    i jeszcze coś. Muszę to zapisac, tu zawsze można zrobić edycję notki i w razie czeog coś zmienić :P. Chyba się ZAUROCZYŁAM.

    Miszka w falowcu z betonu,
    Ma noce czarne do świtu.
    Ranki różowe, a w domu
    pół flaszki dobrego niebytu.

    Złotem mu pachnie powietrze
    Po zrebrnej pływają mu wodzie
    Kołysząc się w fiołkowym wietrze
    Wspomnienia – turkusowe łodzie.

    Bordowe rysuje marzenia
    Na oliwkowym papierze
    Uśmiecha się i do znudzenia
    Powtarza sobie „ja wierzę”.

    Wieczorem, gdy flaszę otwiera
    Wita się cicho z istnieniem.
    Żółta, pobladła kariera
    Otacza go lekko ramieniem.

    „Some are like water, some are like the heat,
    some are a melody and some are a beat.”

    Sama tego nie wymyśliłam. Ale wczoraj ściągałam sobie różne teksty i tekściki z netu… znaczy do piosenek…
    I może nic twórczego i ambitnego tu nie zanotuję, ale Kazik nie ma racji, że piosenka istnieje tylko razem z melodią. Czasami jest tak, że melodia ratuje tekst. Zwłaszcza taki kiepskawy. Nie będę podawać przykładów bo różni ludzie czytają, wyda się czego słucham i na czy, się skupiam i co mi się nie podoba a po co :). Ale czasami melodia dobry tekst przesłania. Słuchasz. I nie słyszysz.
    I wtedy dobrze jest mieć co przeczytać
    A poza tym: jak masz tekst piosenki na okładce płyty czy kaset to możesz śpiewać sobie i się nie wstydzić, że przekręcasz słowa.


    • RSS