staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2003

    Zawieszona w próżni. Zawsze tak się czuję tuż na początku nowego roku.

    Nie potrafię, żeby wszystko było dobrze. Zawsze jest tak, że nie wiem, o co się powinnam oprzeć, zawsze jest tak, że nie wiem, ku czemu się powinnam zwrócić. Zawsze jest tak, że czuję się odrobinę zawieszona w przestrzeni, niepewna, niepoukładana, niezorganizowana.

    Zawsze gdzieś tu, między starym a nowym rokiem, wiem, że nie jestem nawet w połowie tak silna, tak warta i tak fajna, jak chciałabym być.
    No niestety.

    Powiedzmy sobie szczerze: zawsze w tych okolicach kogoś zawodzę.
    Na maksa.

    Wierzyć mi się nie chce, że dostałam maila tylko po to, by ktoś miał spokojne święta przekonany, że dotarłam do domu cała i niepokawałkowana (moja walizka miała przeboje!!!!).
    Wierzyć mi się nie chce, że Earl mógł mieć tak bardzo rację.

    Wierzyć mi się nie chce, że można odprawić kiepsko pasterkę, że ta najbardziej niesamowita msza w roku nie ma, jak mi to dziś powiedział w kościele Połom, „jebnięcia„.

    Za to doskonale wierzę w dwie rzeczy. Że nie wiem, co czuję.
    I że Bóg się rodzi, moc truchleje.

    A fakty te nie mają ze sobą nic wspólnego.
    Oj nadal wielkie dziecko ze mnie. Oby jak najdłużej.
    Idę po „Opowieść wigilijną”. Niech będą błogosławione.

    Zabito mnie przed chwilą pytaniem, czy wiem, o kim się mówi „polski Wayne Gretzky”.

    Panie Czerkawski, kurde, właśnie z pana pomocą udało mi się komuś zaimponować. Nie że osiemnastoletniemu studentowi, ale zawsze… święta idą.

    Ania wróciła do domu.
    haha.
    Na dwa tygodnie.
    Ale Ania wróciła do domu.

    Mowilam kiedys, ze jak ktos jest ze mna za blisko to w kwestii szkolnej ten semestr, w ktorym sie ze mna zaprzyjaznia ma najgorszy. Nie chcialabym, by tak bylo, ale wszyscy moi szkolni znajomi, przemyslcie to.

    Zgadnijcie zatem kto ma najwieksze problemy w tym semestrze.
    Rzecz jasna Bill.

    I nie ze sie wypieram, ze jestem czarownica, tylko czasami mnie to troche przestrasza.

    Bezwzglednie musze pogadac z: Ika, Kama, Basikiem i ciocia Marzena.
    Wzglednie zas musze sie zaczac pakowac.

    A do tego bez wzgledu na konsekwencje a przez wzglad na swieta chcialabym powiedziec, ze jesli te substancje chemiczne co mi sie wydzielily sie nie zneutralizuja to dostana w dziob.
    Oba gatunki.
    Ja poprosze tylko o te, ktora gwarantuje nieprzerwanie dobry humor bez durnowatych mysli do piatku.
    Bo potem to bede szczesliwa czego byscie nie robili.
    A nie mi sie tu jakies poddenerwowanie przedegzaminacyjne… won!

    Kulturalne wyjscie to sztuka. Sztuka rozmawiania to kultura.

    Kulturalnie sie pozegnac to sztuka.
    A sztucznie usmiechnac, gdy wszystko zaczyna miec cechy niedzialania to chyba wyzsza kultura.

    To tak w ramach tego, co mi na definicje bycia podala dzis w mailu ciocia Marzena.

    Come up to meet you, tell you I’m sorry
    You don’t know how lovely you are

    I had to find you
    Tell you I need you
    Tell you I set you apart

    Tell me your secrets
    And ask me your questions
    Oh let’s go back to the start

    Running in circles
    Coming up tails
    Heads on a silence apart

    Nobody said it was easy
    It’s such a shame for us to part
    Nobody said it was easy
    No one ever said it would be this hard

    Oh take me back to the start

    I was just guessing
    At numbers and figures
    Pulling your puzzles apart

    Questions of science
    Science and progress
    Do not speak as loud as my heart

    Tell me you love me
    Come back and haunt me
    Oh and I rush to the start

    Running in circles
    Chasing our tails
    Coming back as we are

    Nobody said it was easy
    Oh it’s such a shame for us to part
    Nobody said it was easy
    No one ever said it would be so hard

    I’m going back to the start

    The Scientisc. Coldplay

    Zrobil mi sie dzis w glowie bilans roku. W sensie ludziowym.
    Kto sie sparowal.
    Kto sie pobral.
    Kogo witalam.
    Kogo oswoilam.
    Z kim mi sie pozrywaly sznurki.

    Kogo musialam pozegnac.

    Kogo powoli zapominam.
    O kim bede starac sie pamietac.
    Kto sie przysunal.
    Kto sie odsuwa.
    Od kogo sie ucze.
    Kto sie uczy ode mnie.

    Tym samym przychodzi pytanie kim jestem pod koniec kolejnego roku, jaka jestem i jak bardzo jestem.

    Rzecz jasna nadal nie umiem sobie na to pytanie odpowiedziec. Choc wydaje mi sie ze prawie chwilowo wiem.
    Prawdopodobnie ostatecznie jeszcze zmienie zdanie.

    Moja etatowa mlodsza siostra nadal czeka na odpisanie na list. Swieta jest jej cierpliwosc, wspaniale z niej musi byc stworzenie, dochodze do wniosku.
    Nie ze zamienilabym brata na kogokolwiek, nie ma tak wesolo, prosze sie nie ustawiac w kolejce, bo moj brat jest najfajniejszy na swiecie i nawet go popieram w akcji: „co za masakra z tymi susami”.

    Bo to sie da zrobic.
    W przeciwienstwie do tego, czego sie nie da a nie da sie, na przyklad, wyjasnic mi czemu dzis znowu mam tyle energii ze nawet czterowektorowe transformacje z elektrodynamiki wyszczerzaja sie znajomo.
    Chyba je nawet opanuje, bo co nie damy rade jak damy.

    7 dni, mamo.


    • RSS