staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2004

    Snilo mi sie, ze w obliczu zagrozenia do walki o swiat stanela grupa chlopcow. Tak malych, ze mamy ubieraly im podkoszulki i przypominaly o myciu zebow.
    A chlopcy byli z kamienia, lodu, ognia, wiatru, z ksiazek, metalu, wody …

    Ja bylam tym z ksiazek. Widzialam jak ksiazki spadaly z polek i zaczely wysuwac sie z nich kartki. I wszystkie zaczely sunac w moja strone i nagle stalam sie chlopcem w pizamce w samochody, za ktorym mama wolala: „dlaczego nie wezmiesz jeszcze jednych majtek?”.

    Wierze w oczy,
    ktore patrza na mnie
    przez czasy i zza swiatow.

    Wiem,
    rzesy moga sie klasc
    az na policzki.

    Widzialam jak patrzysz,
    Sluchalam co mowisz.

    Mysle, lecz nie wierze,
    ze juz jest po wszystkim.

    Czy jesli sa sytuacje, ktore smiesza mnie i tylko mnie i nikogo wiecej w okolicy a do tego obiektywnie i bezstronnie wcale nie sa smieszne, raczej bezsensowne i nie ma w nich zadnego ladunku komediowego to znaczy, ze mam nie takie poczucie humoru czy …eee … jestem niepowazna?

    Bo jak moze smieszyc czlowieka ze drugi costam je i chrupie? Albo ze idzie bo zwirze to mu ow zwir chrzesci pod nogami?

    Jesli dochodze do wniosku, ze jednak bede czekac, bo warto, bo wrecz wypada, bo jak sie takie ma szczescie w zyciu ze mozna to nalezy… to… z jakiego filmu wlasnie wrocilam??

    Przyznaje sie, nie mialam pojecia o istnieniu Miklosa Fehera az do wczoraj. Pale dla niego wirtualna swieczke w opisie mojego GG, bo mam wrazenie, ze tak sie liczy. Bede ja palic do piatku, w piatek zaswiece komu innemu.
    Ludzi odchodza. Jak mi dzis napisala mama. Odchodza, bo … bo tak wlasnie jest.
    Wczoraj, gdy nawet w kanadyjskiej telewizji wspomniano Fehera, dzis, gdy pojde kupic takie kartki, ktore wysyla sie tym, ktorzy kogos stracili, 1 kwietnia 2003, w sobote tuz po nim, 23 czerwca 2003, 26 pazdziernika 1990… Zawsze bede wdzieczna mojej mamie, ze uczyla mnie ze smierc jest czescia zycia, ze ludzie sa razem gdy jest nas wiecej i wtedy gdy nas sie robi mniej, ze nie mozna dzieci chronic, ale trzeba je uczyc. Ze chodzilismy na pogrzeby krewnych i znajomych, nie dla sensacji, nie dla hieniej przyjemnosci, ale dlatego by wiedziec, ze jesli cos ma poczatek ma i koniec. Bolesny, ale tak po prostu trzeba.

    Chcialabym byc taka madra jak moja mama.

    Postanowilam po kolei pisac do tych wszystkich, ktorych znalam, lubilam, o ktorych czasami jeszcze mysle przed zasnieciem, nawet jesli oni nie maja o tym zielonego pojecia.
    I w ogole myslenie przed zasnieciem okazuje sie czyms strasznie waznym. Dostalam taki lancuszek od Gosika, ze przynajmniej jedna osoba mysli o tobie zanim zasnie. Ja w to wierze, bo co wieczor mi sie o kims mysli. Dobrze, zawsze dobrze, bo nie umiem zle myslec przed spaniem, bo to nie ma sensu, bo przeciez po co.
    Zawsze o kims mysle.

    A ze najchetniej o przystojnych chlopakach, ktorych znam to juz przepraszam uprzejmie.
    A ze najczesciej o tych moich znajomych, ktorym w jakis sposob ciezko to juz cos innego

    Wczoraj o tym kims, kto mi pod choinke sprezentowal pomaranczowa torbe w rownania fizyczne.

    Wpisuje nazwiska moich studentow na liste… Kiedys wymyslalam sobie podobne w wyimaginowanej szkole, w wymyslonym swiecie, w nieistniejacych lawkach i niestworzonych dziennikach… Wpisywalam nieprawdziwe nazwiska… Wlasnie takie obcobrzmiace…

    Mam taka liste 54 (co oznacza, ze albo wczoraj zle ich policzylam albo cos ominelam dzisiaj, sie dojdzie).

    Nie ma ze sie cos nie spelnia. No po prostu nie ma.

    Nie wiem jak to jest ze sciezkami. Ale wiem, ze na ogol najlepiej sie wychodzi na chodzeniu wlasnymi.
    I jeszcze cos. Nic nie jest wieczne, przepowiedziane i zagwarantowane.

    Dlatego kogos dzis strasznie mocno sciskam.
    Ten ktos wie, ze to o niego chodzi, wiec niech sie juz ladnie wysmarka i pamieta ze niektore czesci Polski maja zdrowe powietrze.

    Stefan spada mi za lozko. Najbardziej wtedy, gdy nie moge spac. Przytulam go wtedy, strasznie mu pewnie musi byc smutno, przynajmniej czasami.

    Musialabym znowu cos napisac. Cos prawdziwego. Cos, co ma jakiekolwiek znaczenie. Nie wiem co to za nastroj, znaczy w zasadzie wiem, ale jeszcze nie znam tego slowa, nie nauczylam sie go jeszcze.

    Ale wiem, ze pewnego dnia wstane i bede wiedziala o co mi chodzi.
    Chwilowo nie wiem. Sorki, Sandler. Nie mam zielonego pojecia.

    Moze Stefan mi dzis sie nie sturla.

    Dostalam dzis dwa piekne listy. I czasami warto, naprawde warto otworzyc skrzynke i przeczytac cos takiego. Naprawde warto.

    Jeden list jest tak slodka tajemnica ze az myslenie o nim wywoluje tylko cieply usmiech i kolejny i naprawde kolejny.
    Drugi zas mowi, ze wszystko co jest jest wazne, wszystko co sie dzieje jest istotne, wszystko co sie staje staje sie naprawde.

    To tak: jak dobrze, ze niektorzy ludzie istnieja.


    • RSS