staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2004

    Rozmawialam kiedys z Kamykiem na temat dostawanych kwiatow. Bylo to w kontekscie rozpieszczania i przyzwyczajania sie do bycia rozpieszczanym. I jak dawanie kwiatow ma wiele i jednoczesnie niewiele z tym wspolnego. Bo prawda jest taka, ze jak dostajesz kwiatki, nawet takie chwastokwiatki zerwane nad jeziorem to ofiarodawce uwielbiasz, kim by nie byl.
    No taka jest prawda. I nie umiem tego w zaden sposob wyjasnic, bo tak po prostu jest.

    Przypomniala mi sie dzis ta rozmowa, bo przypomina mi sie zawsze, gdy widze jak ktos komus daje kwiaty, gdy widze w ogole bukiet ktory ma byc ofiarowany.

    Zwlaszcza mi sie dzis przypomniala.

    Mam wiechec gozdzikow na biurku. Bo roze mu sie nie podobaly.

    Staphre w sukience i czerwonych butach przez jedna noc ma zamiar wygladac ladnie.
    I tak sie czuc.

    I NIKT NIE JEST FIZYCZNIE W STANIE JEJ W TYM PRZESZKODZIC.

    I jedne i drugie, i szarozimne i chlodnoturkusowe. I przesiadki, i twarzy pelno po drodze. I nawet niebo troche inne, bo Syriusz znacznie lepiej widoczny w chlodne noce.

    A jak tam zle to i tu kluje w coponiektorych miejscach.

    Nie spedza mi snu z powiek jutro, nie mam wrazenia, ze jestem jakas nieprawdopodobnie skomplikowana, smieszy mnie utkniecie w sniegu i fakt, ze przegralam w „Monopol” z dwunastolatkami.

    I moze chcialabym glebiej wszystkiego dotykac w zyciu, ale jak zobaczylam fale oceanu rozpryskujace sie o kamienie i wode, tak zielona ze przezroczysta i tak niebieska ze tylko moja morska kredka z pudelka od Pani Bolci moglaby ja narysowac, to nie mysle jaka jestem.

    Bo wiem, ze tego, co mnie otacza i tak nie ogarne.
    Moge sobie najwyzej podziwiac, z czyms na ksztalt lez gdzies w przelyku.

    Czy to tylko powietrze bylo takie slone?

    „Jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem. Jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem. Jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona wasze,

    A tu są nasze, a tu są nasze.

    Czasami potrzebuje ciszy. Czasami cisza potrzebuje mnie.
    Prosze o bardzo zajety pierwszy kwietnia. Tak bardzo zajety jak to tylko mozliwe. Wypelniony wszystkim.

    Pojde zapale swieczke na obcym cmentarzu. Wiem, ze moja mama zaswieci moja tam, gdzie ona stac powinna.
    Postaram sie nie myslec az tyle. Popatrze do przodu, sprobuje sie tak mocno nie odwracac.

    A potem, chwile pozniej znowu bede biegla.
    Ale dopiero wtedy.

    „Jak biec? Do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce, cudne manowce, cudne, cudne manowce.”

    Nagromadzenie kartek, karteczek i karteluszek mnie troche przeraza. Obrastam w rzeczy zapisane, jakies zaczete listy, niepodokanczane wiersze, srodki opowiadan. Zaczynam porzadkowac, wykorzystywac drugie strony na liczenie zaleznosci dyspersyjnych i dochodze do wniosku, ze to wszystko przez uzaleznienie od slowa. I drukowanego w postaci donoszonych namietnie z biblioteki ksiazek z czwartego pietra, gdzie mieszka literatura i pisanego tworzonego czasami tak bez poczucia odpowiedzialnosci, pomyslenia i zwazenia.

    Jak mozesz spotykac sie z chlopakiem, ktory ma ladniejsze wlosy od ciebie? Nie jestes zazdrosna?

    To chyba jakby oczywiste.

    Wiecie, ze sa miejsca na swiecie, w ktorych uwazaja, ze snieg z deszczem to zjawisko przydarzajace sie tylko i wylacznie u nich?

    Dzien Kobiet zas, wbrew temu co za mojej mlodosci twierdzila nauczycielka nauczania poczatkowego, nie jest wcale miedzynarodowy, poza przeuroczymi kartkami nie dostalam nawet gozdzika w celofanie. I nie zebym byla jakos specjalnie rozczarowana, tylko nie sadzilam, ze mi nawet glupiego tulipana bedzie brakowac.

    Zauroczylam sie.
    Zaczal grac solowke na gitarze a ja sie zauroczylam. Nie poraz pierwszy i nie po raz ostatni zapewne, jak mi sie wtedy pomyslalo, zauroczylam sie tak pieknie,ze az mi sie samej chcialo z tego smiac.
    Zauroczylam sie kims, kogo nazywaja „Snake”.

    Pytaja sie mnie jak na niego mowie, gdy z nim rozmawiam. O nim mowie dalej „Snake”, do niego mowie po imieniu, jako ze bez wzgledu na to, co mnie zauroczylo, Jasona lubie takiego, jakim jest.

    Najladniejsze zdjecie mam z najwiekszym flirciarzem i podrywaczem jakiego znam. A jednoczesnie z jednym z najsympatyczniejszych ludzi, z jakimi kiedykolwiek mialam do czynienia.

    I z tego zdjecia spogladam z piatku na sobote, z reka na ramieniu Owena bede w nieskonczonosc tak sobie patrzec. Owen zas, usmiechniety jak zawsze, nawet nie zwroci na to uwagi, nawet nie pomysli :)
    Dzis zas, juz nieutrwalona patrze na poniedzialek. I przeraza mnie, wlasnie dzis, jak mam daleko do domu. Jak bardzo mi sie narzuca tesknienie za domem.
    Potesknie sobie jutro. Jak bede w kuchni cichaczem piekla ciasto dla Franka.


    • RSS