staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2004

    Komus sie dzisiaj snilam.

    Ktos bardzo chcial mnie w nocy obudzic, tyle ze jestem teraz za daleko i nie mogl ani krzyknieciem, ani dotknieciem, ani wlezieniem mi do lozka.

    Ktos mi sie dzisiaj snil.

    I tak sie budzilam co godzine, wiec nie mialoby znaczenia, ze nie spie i gadam.

    Ktos jak wspomnienie snu ma moje wlosy.

    Kogos bardzo bym chciala poglaskac po rozczochranej.

    Okno w 417 w Bowater wychodzi na wschod, pokoj ma widok na Signal Hill…
    Tego Signal Hill to za wiele rzeczy nie przebije ale to okno na wschod to tak jak u mnie w domu.
    A do tego mama myjac naczynia w zasadzie moze do mnie zajrzec.
    W wolnych chwilach wyszywam gitare Zakka Wylde’a krzyzykami.

    Zapach przeprowadzki. Wszystko na wierzchu, reszta w kartonach. Niedostepnosc kredek (niebieskie pudlo), zdjec (szara skrzynka), wieszakow (to najwieksze pudlo z posciela) i zapasowych kartek (z braku pudel, to z rzeczami Sandlera).
    Smak wakacji. Tych, ktorych ja nie mam, a na ktore jada wszyscy. Tych, ktore tu sie wlasnie zaczely.

    Zapach nowego pokoju, ktory wlasnie gdzies w Bowater na mnie czeka.

    Smak niepokoju, bo przeciez troche bedzie inaczej.

    Tablice na wiadomosci, musze sobie kupic.
    Najlepiej jeszcze w tym tygodniu.

    Jak to jest, ze nastroje przychodza i odchodza. Jak to jest, ze slowa buduja i burza i przetwarzaja, jak to sie dzieje, ze czasami jedno spojrzenie znaczy wiecej, skad to sie bierze, ze nie wiesz, nie wiedziales, nie potrafisz, a potem wszystko jest…

    Nie wiem ile jestem nad ziemia i czy jestem w ogole. Nie mam pojecia co w czym przeszkadza.

    Wiem jedno. Jest ktos, komu moglabym przeslac cale „Lewe lewe loff” i podpisac sie obiema lapkami.

    Jak dobrze, ze niektorzy ludzie kiedys chcieli byc nauczycielami.

    Nastroj na Dzem. Niepokojaco porazajacy, niesamowicie przenikajacy, az gdzies bolacy w srodku, az gdzies tlukacy sie w glowie.
    Zeby uslyszec „Lunatykow”, „Skazanego na bluesa”. Zeby zaspiewal mi ktos tak, ze az przejmie, ukluje, zadrasnie…
    Moze nawet sie wgryzie.

    Zeby ktos zaspiewal tak, ze az poszarpie.

    Nastroj na Dzem.

    Nie wiem jak odznaczyc dzien szczegolnie w porzadku, dzien pelen fajnych rzeczy… Dzien tak makabrycznie normalny a jednoczesnie tak inny niz wszystkie.
    Nie wiem. Moze lepiej wcale, zeby nie byl jedyny i wyjatkowy. Moze lepiej po prostu przejsc nad nim do porzadku dziennego, zachowujac szeroko pojety stoicyzm…
    Moze…

    Plotka (nie ma tu zadnych ukrytych polskich znakow nie istniejacych na mojej klawiaturze) jest jedna z tych rzeczy, dla ktorych nie mam dobrego porownania. Bo przylepia sie jak etykietka, rozchodzi sie jak promienie Rentgena, rosnie jak bambus a wychodzi z tak tajniackich miejsc, ze nawet moja wyobraznia zawodzi.
    Roznoszenie i uczestnictwo w procesie wzrostu plotek jest ze wszech miar przyjemne i naprawde trudno od niego uciec. Chyba, ze sie ma kawal dobrego charakteru. I perfekcyjnosc wrodzona.

    A po jakims czasie dochodzisz po prostu do wniosku, ze pewnych rzeczy nie rozwiazesz, niektorych rownan NIE przeksztalcisz a konkretne calki, chocby piecdziesiat ksiazek do matematyki twierdzilo inaczej, beda nierozwiazywalne.
    I zawsze uproscisz do jedynki jakas delte, ominiesz sumowanie nie z tego powodu, a wspolne mianowniki wiecej niz trzech wyrazen beda ci sie mieszac.

    Potem chwile ci zajmie zrozumienie, ze co z tego.

    A potem bedziesz sie wkurzac na siebie, ze nie jestes geniuszem. No ale co na to mozesz…
    Pewnie tylko uzbroic sie w cierpliwosc i naprawde czytac te tony ksiazek, co sobie znosisz z biblioteki.

    Jestem prawie pewna ze w tym miejscu snieg sie sublimuje. Byl, jeszcze jest, ale zamienia sie tylko w chlodne, sloneczne powietrze.
    Czytaj: blota nie ma jakotakiego.

    A w ogole to demonstruje efekt Meissnera. Jestem naprawde jak ten magnes nad nadprzewodnikiem. Mam 165 cm wzrostu i nadal mnie cos wypycha do gory.

    Jak sie ociepli to zanikna wlasnosci nadprzewodzace… Ziemia twarda wiec sie obtluke, ale blota nie ma wiec sie choc nie unuram za mocno.

    Na razie lewituje.

    Nie moge spac. Moze to wiosna idzie, choc Russel twierdzi, ze niekoniecznie.

    Nie moge zasnac. Moze to przemeczenie, choc po prawdzie nie mam czym byc przemeczona.

    Nie moge sie nawet zmusic zeby zgasic swiatlo. Moze to „Nieznosna lekkosc bytu” mnie tak wciaga, acz jeszcze nie przeszlam nawet przez 50 stron, jako ze w jezyku obcym czyta sie inaczej.

    Przeczytam te ksiazke, chocby miala byc takim wyzwaniem jak „Gra w klasy”.


    • RSS