staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2004

    Wczoraj, podczas szkolenia mieliśmy sesję relaksacyjną. Mieliśmy sobie wyobrazić nasze bezpieczne miejsce, to, gdzie czujemy się najlepiej i najspokojniej. Nie wiem jak ta kobieta to zrobiła, ale leżałam w dużym pokoju, na dywanie z poduszką pod brodą, Antonowem w nogach, książką przed nosem i orzechami w miceczce pod ręką. Rzecz jasna, paliło się w kominku i oczywiście ze choinka się świeciła. Brat grał na komputerze, mama pytała kto chce ciasta, babcia zgłaszała, że piernika to ona jak najbardziej, ojciec krzyczał, że herbatę przy wigilii w sumie może zrobic.
    Nawet nie wiem, kiedy sie popłakałam. Bo chwila, jak u Fausta, stała się przez względność niesamowice długa, ciepło z kominka normalnie czułam na twarzy a ciężar spasionego kocura na kostkach.

    Bezpieczne miejsce narzuca się samo. Jego się nie kreuje, nie wybiera, nie tworzy na siłę. Ono po prostu jest.

    Rzecz jasna jak się sesja skończyła musiałam uczciwie wytrzeć nos i udawać, że czerwone oczy to dlatego, że tak nagle zaświecili światło.

    Znowu zdarza mi się czuć tutaj jak przybysz z zupełnie innej bajki. Tylko że to takie wyobcowanie wtórne i bardzo wewnętrzne.

    Tak mi przyszło do rozczochranej, że czasami, bardzo czasami, niemniej jednak, samotność może się wyrazić tym, że nawet nie masz komu się pochwalić, że przekłułeś uszy, pomarudzić możesz wyłącznie w mailach a w jadalni jesteś z innej niż cała reszta bajki.

    Ale to tylko przejściowo.

    Nie powiem, brakuje mi. Ale się głośno nie przyznam.

    Moi koledzy z biura, a jest ich w porywach do pieciu rozmawiaja o(dzis, od rana w kolejnosci):
    - treningu kardio z uwzględnieniem tego jak się ludzie na nim pocą,
    - kaloriach i zawartości kalorycznej produktów,
    - kobietach i ich marudzeniu,
    - kobiecych częsciach ciała z uwzględnieniem przednich wystających,
    - odchudzaniu,
    - próbach motywowania się w chodzeniu na salę,
    - wyższości coli z rumem nad Jackiem Danielsem,
    - spaniu na kanapie za bycie niemiłym dla dziewczyny[...]
    - posiadaniu grouppies (wedle jednego, fizyka ci je zapewnia)…
    Ja się naprawdę nie włączam. Czasami tylko muszę wyjść. To wtedy, gdy debilizm przesuwa się w kierunku mojego biurka. Dyfunduje.

    Jakie szczęscie, że zawsze mogę musieć iść do biblioteki.

    No a na przykład, gdybym przestała być miła i sympatyczna?? Gdybym zaczęła się kompletnie nie przejmować tym, że moje zamknięte drzwi mogą świadczyć, ze mnie nie ma, gdy jednak jestem… A gdybym powiedziała, że nie lubię słuchać bzdurnych rozmów (co nie oznacza, że ich nie prowadzę, acz ostatnio ewidentnie nie mam z kim), że mam dosyć dyskusji na temat kiełbasy z grilla i tego, jak dziewczyny są wkurzające gdy są wkurzające??

    A gdybym tak przestała wyznawać zasadę, że to, że ja mam humor z nie najwyższej półki wcale nie oznacza, że muszę go roztaczac wszem i wobec.
    Problem polega na tym, że nawet nie bardzo wiem jak to zrobić.
    Ja może „Shreka” dziś jednak pójdę obejrzeć z korzyścią dla wszystkich.

    Każda próba przekonania sie utwierdza mnie w przekonaniu, że mam rację.

    Kertesz czekal na mnie piec miesiecy po to, bym przeszla go w poltora wieczoru. Przeszlam, czujac sie jakbym czytala Borowskiego. Nawet przeszlo mi przez mysl, ze naprawde do Nagrody Nobla nie tylko trzeba cos stworzyc, ale i odpowiednio dlugo pozyc.

    Borowskiego lubie. Nie jest to jakies niesamowite lubie i sie zachwycam, lepiej brzmialoby „cenie”. Za spojrzenie. Za jasnosc. Za „prasowosc”.
    Kertesz jest taki sam, tylko mlodszy, wiec widzi w zasadzie to samo, jeno jego bohater polowy rzeczy nie rozumie.

    W zasadzie chcialam napisac tylko jedno: jakos mi nie pasowalo czytac tej ksiazki przy jedzeniu. Cale szczescie, ze sie nie pokusilam. Cale moje szczescie.

    Czasami zastanawiam sie, kto zamowi Kamie Robbiego Williamsa w Muzycznej Poczcie UKF gdy ja nie mam jak… Czasami zastanawiam sie, czy moze nie daloby sie tego stad jakos zalatwic.

    Czasami zastanawiam sie, czy naprawde musze sluchac tej piosenki na okraglo ostatnio, tuz przed „Ajrisz” a zaraz po „Road back home”. Czasami zastanawiam sie, czy aby na pewno wszystko jest ok, a to osowienie to tylko wynik tego, ze jakies przeziebienie krazy tu i owdzie.

    Moze Jason ma racje, ze czasami za duzo mysle??

    „Niektore rzeczy w zyciu po prostu…sa”

    Wszystkie mokre noce maja te wspolna ceche, ze ich powietrze rozprasza swiatla miasta. Wszystkie mokre noce daja mi ten nastroj, zwlaszcza gdy ksiezyca jest mniej niz pol albo go nie widac wcale.
    Wszystkie mokre noce sprawiaja, ze siedze i pisze, i skladam i nawet sie nie denerwuje jak nie wychodzi, bo wiem, ze jest blisko.

    Nie we wszystkie wieczory sprzatam. Nie codziennie piore bieznik. Dzis na przyklad starczylo mi sily w rekach wyszorowac pol, reszte zostawilam na jutro.
    Pachnie mi pokoj czystym dywanem i wymyta podloga, pachnie odkurzonymi polkami.
    Normalnie jakby na gosci czekal. I wcale sie nie pomylil. Wyobrazcie sobie, po raz pierwszy tutaj komus znajomemu sciele drugie lozko.
    Kanape, w zasadzie, niemniej jednak.

    Wlasnie wrocilam z kina i tak, wiem powinnam isc spac ale i tak nie
    zasne, bo to, co w tym kinie obejrzalam normalnie mna wstrzasnelo.
    W polowie filmu wiedzialam, ze najlepsze, co mozna zrobic to z kina wyjsc. A
    zostanie do konca bedzie tylko grzecznoscia nie zepsucia filmu
    Sandlerowi, z ktorym do kina poszlam.
    Bo ten jest na tyle grzeczny, ze wyszedlby za mna.
    Jaki film widzialam? TROJE. T-R-O-J-E.

    Juz nawet nie o to chodzi, ze wojna trwa ze trzy tygodnie wszystkiego.
    Najlepsza postacia, oczywiscie, jest Odyseusz. I w sumie nie mam na co narzekac, bo przeciez zartowalam sobie, ze dla Seana Beana w tej roli ide ten film obejrzec.

    A przeciez to nieprawda.

    Szlam zobaczyc, jak Wolfgang Petersen sfilmowal cos, co bylo tak
    doskonalym scenariuszem, ze nie szlo go przeciez zepsuc. Szlam zobaczyc,
    jak w filmie ujal to, co przez 3200 lat bylo opisywane, badane,
    sprawdzane, co bylo inspiracja.
    Co bylo piekne.
    Jest piekne w filmie, a jakze. Slonce, piaski pustyni, wybrzeza Azji
    mniejszej i skaliste klify Sparty, piekne krzewy Grecji, bohaterowie i
    krolowie tacy, jak byc powinni.

    Tylko ja nie wiem, (moze to tylko ja, bo wszyscy sa tutajtym filmem zachwyceni), nie wiem, czy mozna wziac sobie historie i przerobic tak, zeby z tego,
    czym ludzie zyja, czym zyli, co kochali i za co umierali, zrobic plastykowa rabanke w
    ladnym opakowaniu. Nie wiem, moze nam niepotrzebnie kaza brnac przez
    wiersze „Iliady” i przez „Mitologie” Parandowskiego, moze wlasnie tak
    powinno sie uczyc dzieci historii. Moze niepotrzebnie Grzelak opowiadal
    nam, jak sytuowano Troje i dlaczego ma sens, w oderwaniu od wszelkiej
    Boskosci, tyle lat niemozliwosci jej zdobycia. Moze niepotrzebnie uczylam
    sie „Grobu Agamemnona”, moze nie ma sensu przechodzic przez
    panstwa-miasta greckie.

    Im sie podoba. Ale tu o Odyseuszu malo kto slyszal, Achilles na zawsze
    bedzie mial twarz Brada Pitta, a plastykowy i zmieniajacy sie nagle a niespodziewanie Parys
    zabije go strzelajac mu z luku w piete w plonacej Troi.

    Chyba ze ja cos przegapilam.
    Mozna roznie interpretowac kazda historie, skracac dla potrzeb filmu, ktory jest sztuka, taka sama jak to, na czym bazuje.
    Ale film, ktory widzialam dzisiaj jest po prostu klamstwem. I az mi sie plakac
    chce, moze dlatego, ze przeciez gdzies mi obnizono ocene za nieznajomosc
    liczebnosci wojsk greckich czy pomylenie imion bohaterow tego calego
    zamieszania. Gdzies powiedziano, ze referat o Menelaosie i Helenie
    Trojanskiej jest nieciekawy.
    Moze.

    Moze powinnam byla przez 10 lat szkoly dodawac slupki i czytac jedna ksiazke rocznie.
    Ja przepraszam, ale jak ktos zna 200 lat historii i stuletnie budynki uwaza za stare, to moze niech sobie daruje igranie z 3000 lat z uswiadomieniem sobie ktorych ma klopoty. Dla niektorych tutaj i tak wszystko sie dzialo w sredniowieczu.

    Bo sa przeciez pewne granice szargania czegos, co dla niektorych nadal
    jest swietoscia. Nie dlatego, ze wierza w Apolla.
    Dlatego, ze sa swiadomi istnienia ludzi, ktorzy wierzyli.

    Decyzja o przyznaniu zlotego medalu jest chyba trudniejsza niz jakakolwiek proba zdobycia go.
    Naprawde. Sedziowanie uczy cie o wiele wiecej niz jakikolwiek udzial. Szkoda, ze za bledy w zasadzie nie placisz ty, tylko ten, kogo slusznie badz nieslusznie pominales.

    Ale widac… to juz jest tylko twoj udzial w cudzym doswiadczeniu zyciowym.


    • RSS