staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2004

    Dziś, niestety tylko w myślach, podkradam Babci z ogrodu najładniejszą lilię. Taką samą białą jak w zeszłym roku.
    Zostawiam na tym samym grobie co w zeszłym roku.

    Nie, nie mogę przestać myśleć. Nie mogę sobie wybaczyć, że nigdy nie złoożyłam życzeń, gdy jeszcze mogłam.
    Szczęśliwych dwudziestych piątych urodzin, Mateusz. Gdziekolwiek się tam w niebie szlajasz.
    Bo jak już pisałam, wiem, że się szlajasz.

    Położyć się na środku skrzyżowania

    i patrzeć, jak się zmieniają światła.

    Zatańczyć w środku deszczowej nocy.

    Nazbierać rumianków… póki jeszcze kwitną.

    Wskoczyć do Long Pondu. Tak, jak stoję.

    Potrzymać za rękę. I zostać objętym przez pana Darcy .

    I nie będę sobą póki nie pochylę tu wszystkiego.

    Położyć się na środku skrzyżowania

    i patrzeć, jak się zmieniają światła.

    Zatańczyć w środku deszczowej nocy.

    Nazbierać rumianków… póki jeszcze kwitną.

    Wskoczyć do Long Pondu. Tak, jak stoję.

    Potrzymać za rękę. I zostać objętym przez pana Darcy.

    No przecież PROSTESTUJĘ.

    W każdy lipcowy wtorek jest msza na cmentarzu. W każdy lipcowy wtorek, w ten dzisiejszy też.
    Stoję, rozdaję komunię. Komunikanty mi się kończą, więc łamię, na pół a potem jeszcze raz.
    Nigdy nie widziałam tylu ludzi czekających by cokolwiek ode mnie dostać. Nie czułam się ważna. Czułam się przeraźliwie potrzebna.
    Ciepłe dłonie starszego pana, na które kładę ćwierć hostii, wyschnięte dłonie staruszki o starannie pomalowanych paznokciach, opalone łapki sięgającego mi do pasa dziecka, silne ręce stojącego za nim mężczyzny. Wszystkie ważne, wszystkie wyciągnięte. Spracowane dłonie wysokiego chłopaka, niewiele starszego ode mnie, drżące ręce kobiety w liliowym kostiumie, jedna dłoń pana trzymającego pasiastą parasolkę. Wszystkie po to samo.

    I chyba najważniejsze cztery. Pani, która mnie uściskała dziękując, że przyszłam, choć to ja jej powinnam dziękować. I jakiegoś człowieka, który mi uścisnął tylko dłonie mówiąc, że jak widzi młodych ludzi w kościele, to jeszcze wie, że warto.
    Nie wspomniał co. Ale myślę, że się zrozumieliśmy.
    Nic nie zginęło między słowami.

    Czasami zbierają się chmury. I, rzecz jasna zaczyna padać. Deszcz dzzwoni o szyby głośno i równomiernie, uderza, usypia, może i uspokaja.
    Ale wszystko staje się szare, wilgoć po chwili staje się denerwująca, irytuje brak ciszy a chłód, bez względu na pogodę, wciska się przez uchylone okna i sprawia, że marzy się, by ktoś w końcu na nowo zawiesił słońce.

    Nauczyłam się, że ładnie dni w Najbardziej Zapadanym Mieście Świata nie zadarzają się za często. Wykorzystuję więc najładniejszy z ładnych i idę na spacer. Po drodze zabieram z 425 Sandlera, który co prawda na zainteresowanego spacerem nie wyglądał, ale pracą domową jeszcze mniej.
    Idziemy. Bonaventura Avenue. Water Street, mijając wszystkie moje ulubione sklepy w St. John’s.
    Zawracamy, skręcamy w George Street. Lato pachnie, wychodzi z każdego pubu.
    Zachciewa mi się piwa. Prawdziwego, nie Molsena czy Labatte, prawdziwego, najlepiej Lecha.
    Ale Smithwicks też może być.
    Zachodzimy do pubu o nazwie „Zielone Rękawy”. To prawie, jakbym mieszkała na „Ulicy Marzycieli”.

    To w zasadzie tak, jakbym była zwykłym człowiekiem, któremu Wszystko się jeszcze może przytrafić.

    Uwielbiam, w pełnym tego słowa znaczeniu, wszelkie przejawy komunikacji miejskiej. Autobusy i tramwaje z numerkami, kolejkę, metro, plany sieci,przystanki, kasowniki i bilety miesięczne.
    Nawet godzinę odjazdu, która już na samym początku zdaje się porządkować dzień.

    Ale nade wszystko miejsce siedzące albo stojące na końcu lub przy/w przegubie. Książkę jeśli znam miasto lub wyglądanie przez szyby, jeśli jeszcze nie. Ludzi, którzy wchodzą i wychodzą, po jakimś czasie tych samych, prawie znajomych.

    I świadomość, że drogę do celu odznaczają przystanki.

    Dokonuję właśnie rzeczy niewybaczalnej. Niemożliwej i niewybaczalnej. Niepoprawnej w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu.
    I stanowczo, jak na mnie za młodej.

    Ja poproszę olbrzymi plakat Robbiego Williamsa na którym będzie wyglądał jak w „Sexed up”…
    Poproszę…


    • RSS