staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2004

    Czasami najprostsze analogie wyjaśniają najwięcej. Czasami po prostu tak działa rozumienie pewnych rzeczy.
    A rozumienie w świecie naukowca zawsze daje poczucie spokoju.
    To ja sobie w spokoju pooceniam raporty. Choć sobota, wieczór, pewnie gdzieś tam trwa jakaś impreza.
    A potem sobie popiszę.
    Choć gra muzyka, tańczą a piwo leje się strumieniami.

    *bo mi tu dobrze brzmi

    To ja chciałam, że jeszcze będę kreatywna. Jeszcze dzień, może nawet dziś po południu. Mam scenariusz do napisania, wiersz mi się gdzieś kołacze, jakieś pozaczynane opowiadania fruwają po kompie.
    I jeszcze do tego – nomen omen – mag_i_sterka vol.2…

    No.
    To ja jeszcze będę kreatywna. Jeno nie dzisiaj. Dziś jest dzień na tęsknienie za domem.

    Bo ja mam nastrój na Beatlesów i wszystko mi pachnie truskawkami. Ręce, bluza na którą przy śniadaniu wylałam sobie trochę syropu klonowego, włosy. Wszystko pachnie truskawkami, najchętniej ległabym na pomoście i patrzyła się na niebo albo poszła na spacer po spadających liściach.
    A w ogóle najchętniej adoptowałabym lipiec. Nie gorący i wilgotny tutejszy ale domowy, z ziemią z ogródka i owocami na krzakach, ogrodem, który pachnie i balkonem, którego zza kwiatów nie widać.

    Wszystko i tak pachnie truskawkami. Nawet Bert.
    Znaczy ide o zakład, bo jeszcze nie widzialałam.

    urodzenia i Bruce

    7 komentarzy

    Słucham rano „Born in the USA”. I jak mocno mogę tak mocno odczuwam swoją zatłoczoną europejskość z 10 minutowym dystansem między dwoma państwami, z którego sobie tu żartują. Europejskość z jej pragnieniem poznania i świadomością niemieszczenia się w granicach i potrzeby eksploracji miejsc, myśli i pragnień. Europejskość ochrzczoną w siedemsetletnim kościele i wychowaną na trzystuletnich bajkach. Europejskość oczarowaną dwudziestopięciowiekowymi rzeźbami i wielokulturowością literatury. Europejskość sztywną, przywiązaną do tradycji i mającą korzenie, trudną do poruszenia, odwrócenia i nieco obawiającą się zmian. Europejskość pytającą „dlaczego” i wierzącą doświadczeniu bardziej niż intuicji, mającą problemy z postawieniem wszystkiego na jedną kartę.

    Czuję wszystkie wady i zalety Europejskości zebrane w sobie, przyczajone do ataku na to, co w Ameryce je wkurza i kroczące pośród tego, co uznają za godne uwagi, acz się nie przyznają, że podziwiają.
    Sztywne są. Ale odważne. I wiedzą dlaczego.

    Słucham Joni Mitchell. Na chmury patrzyłam już z dwóch stron i w ogóle ich nie znam. Na resztę piosenki na razie patrzę z jednej. A w zasadzie z dwóch jednych ale zawsze tylko z jednej na raz.

    Na drugą w życiu muszę poczekać. Co do tej pozostałej jednej trzeciej piosenki… I do not know where I am. I really do not know where I am at all.

    4 października. Wspomnienie świętego Franciszka z Asyżu.
    4 października. Urodziny mojego Taty.
    4 października. Dzień dwóch panów z Krakowskiej. Jednego domagającego się cukierków i drugiego twierdzącego, że on teraz nie obchodzi, on później, wcześniej, kiedy indziej. I w ogóle po co ta uwaga.

    Czwarty października, wszystkie trudne do wymówienia czwarte października, ominięte, zapadane, opromienione słońcem, przewiane, zmoknięte.
    Wszystkie.
    Lepsze i gorsze.
    Czterdzieste dziewiąte i trzynaste bez.

    Wszystkiego najlepszego, Tato. O czymkolwiek teraz myślisz.

    bóle i strachy

    1 komentarz

    Skulona, zwinięta pod kołdrą, choć dzień słoneczny a wiatr wieje naprawdę przyjacielsko. Dzień przed rocznicą własnego chrztu. Ruda, zmartwiona, dziwnie zatęskniona. Pragnąca przytulić się do własnej mamy, pogadać z nią tak po prostu, nie przez telefon. Oprzeć głowę na jej ramieniu i wysmarkać się w trzymaną przez nią chusteczkę.
    Przecież szczęśliwa, przecież wręcz przestraszona tym co czuje. Gdzieś zgubiona między tym, jak bardzo nie wie jak by chciała żyć a tym, jak wie, że by nie chciała. Zaniepokojona brakiem złotego środka i faktem, że nie wszystko się da scałkować, zróżniczkować, przeliczyć i stabelaryzować.
    Staphre się dziś nie nadaje do poważnych rozmów, do pakerzenia i do tego wcale nie jest taka pewna, czy da radę choć zza pudełka głos jej podpowiada, że oczywiście że da bo zawsze daje.
    Jutro się zawstydzę tej notki bo lubię być twarda. Ale kurde nie jestem. I nie ma to z nikim nic wspólnego.


    • RSS