staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2005

    A jeśli kiedyś odejdę.
    Albo dokonam czegoś niesamowitego.
    Albo będę pisać.
    Albo zrobią o mnie film.

    To sobie zamawiam w tle „Sexed up” Robbiego Williamsa.

    Definitywnie.

    Żonkili.
    Krokusów.
    Narcyzów.

    Słońca z zewnątrz i od środka (co mi przypomina, że śpię z otwartymi zasłonami).
    Nadziei, bo dziś tylko ona.
    Radości bo jutro ta przede wszystkim.
    Wiary, bo bez niej wszystko na nic.

    I tego niesamowitego poczucia, że przecież musi być dobrze. ;)

    Więc po wysłuchaniu dyskusji co się od rana toczy w moim biurze dochodzę do wniosku, że kultury, popkultury a już na pewno muzyki nie rozumiem.
    Polityki też nie kumam.

    A co sobie myślałam o sobie i podejściu do świata odkąd zauważyłam, że jakieś mam w ogóle się nie liczy. Co kocham, przeciw czemu się buntuję, w co wierzę… co to za jakieś fanaberie.
    Liczy się czy mam koszulkę stąd czy skąd inąd.
    Oraz czy podwijam dżinsy.
    Koszulkę mam z mrówki. Z łosiem co się sprał niestety.
    A dżinsy noszę po domu i nie podwijam a przydeptuję. I mam jedną parę wszystkiego bo wolę kiecki.
    No nie jestem cool, vintage, punk ani nic innego.
    Hip hop też nie.

    Nic tylko się pochlastać.

    z dedykacją Tym, którzy nigdy nie mieszkali w żadnym Świdwinie świata

    Ze Świdwina jest wszędzie daleko. Mówcie co chcecie. Miasto wojewódzkie na drugim końcu, miasta z uniwersytetami, które dobrze brzmią jeszcze dalej, rodzina hektar z przesiadkami, teatr daleko, wolność słowa jeszcze dalej, miasto ma zasady „równo ścinać wszystkie głowy wystające zza połowy”. Słońce albo nie wygląda albo pali, wiatr zdmuchuje czapki i dachówki albo daremnie każe na siebie czekać.
    Ze Świdwina wszędzie jest daleko. Można się starać, można lokalnie, można szukać miejsca. I można nie znaleźć.
    Ze Świdwina jest wszędzie daleko. Definicja powiatu, na stacji kolejowej jak w Kutnie na dworcu w nocy, w centrum kwadratowe bloki, kwadratowy plac, kwadratowy rynek, kino puste, zamek zastawiony, na obrzeżach albo poniemieckie definicje dzieciństwa poszarzałe i jakieś obce albo wymarzone domy wszystkich Ań świata zmagające się z warszawskimi podatkami i drogą od piętnastu lat istniejącą wyłącznie na planie pani Krysi z urzędu miasta. I biegnącą siedem metrów nad ścieżką prowadzącą tam dzisiaj.
    Ze Świdwina jest wszędzie daleko. Fizycznie. Psychicznie. Duchowo. Społecznie.
    Nawet marzeniami daleko. Zwłaszcza, gdy się je wpycha do Świdwina z powtrotem. Razem z człowiekiem, jego nadziejami, tęsknotami i planami.

    Nie zrozumiecie jeśli nie mieszkaliście. Choćbyście wyszli z siebie się starając.
    Nie zrozumiecie.

    A jeśli przestanę biec? A jeśli kiedyś osiądę, przestanie mnie gnać do Liverpoolu, Edynburga i Kopenhagi? A jeśli po prostu zatrzymam się tam, gdzie moja lodówka, kanapa i metry kwadratowe, bo tak wygodniej, bo może już starczy?
    A jeśli pewnego dnia powiem coś i wbiją, zapieczętują i podpiszą i będzie osiedlone, ustanowione? A jeśli gdzieś się poczuję bardzo u siebie, zapuszczę korzenie, posadzę dom, wsadzę jakieś drzewo?
    Czy wtedy… czy wtedy aby nie przestanę być sobą?
    Bo coś mi się wydaje, że to na tym przemieszczanym szukaniu wszystko polega.
    Podejrzewam najzupełniej serio.

    Aż mi się nie znundzi.

    A jak nie śpię to myślę, a jak nie śpię to widzę różne rzeczy. I potem sobie leżę, czas mija, od 2:17 do 3:21 jest tak potwornie długo, pod kocem za ciepło, bez koca za zimno, bez wiatraka nie ma czym oddychać, z wiatrakiem głośno. W ogóle z misiem niewygodnie, bez True smutno, na boku źle, na wznak też nie lepiej.
    „Przepiórki…” do maja, wcześniej pół „Gnoju”, rozmowa z FISZem i O.S.T.R z jakiegoś „Przekroju”, coś z „Polityki”… Nie działa, nie pomaga.
    Myślę.
    Że tak a nie tak.
    Że tu a nie tam.
    Że z tym a nie z tym.
    Że w ogóle z kimkolwiek.
    Że ta a nie inna.
    Że w ogole to a nie tamto.
    No i że co jeśli to trzeba zmienić.
    Albo co jeśli nie trzeba.

    I jeszcze kawałek popiszę. I jeszcze kawałek.
    I jeszcze jeden.

    Nie, że jest źle, bo jest dobrze.
    Tylko chwilowo patrzę ze środka pudełka.
    Co bardzo zmienia perspetkywę. W sensie zawężenia.


    • RSS