staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2005

    Wlasnie dostalam bilety na Pearl Jam.
    Juz mi mozna zazdroscic.
    Sama sobie zazdrosze.

    Jutro tęsknota znowu zapachnie szarym swetrem i czymś między Gabrielą Sabatini a Alfredem Sungiem. Będzie mi tak pachniała cały dzień, nostalgicznie, wręcz do bólu tęskniąc, powodując, że będę się gapić w komputer bez żadnego celu ani skutku, sprawdzać przez pół godziny ile wynosi stała fizyczna powszechnie znana a potem zwinę się w kłębek na łóżku i odmówię robienia obchodów co pół godziny.
    Będę pewnie czytać „Przepiórki w płatkach róży” albo Harry Pottera i nie będzie do mnie nic docierało.
    Będę również potrzebowała prywatnego schowka na miotły do pochlipania. Nie że bym nim gardziła już dzisiaj.

    Takie dni jak jutro z daleka są najgorsze. Potem jeszcze tylko 26 lipca i 14 sierpnia a potem już naprawdę będzie mocno z górki.

    ZAPŁACĘ temu, kto mnie zabierze sprzed komputera, stąd, w ogóle z miasta z akademika z uniwersytetu w ogóle prawda tam gdzie byłam jeszcze wczoraj o tej porze, tam gdzie w ogóle było ciepło nie koniecznie ze względu na pogodę ale ze względu na wszystko inne.
    ZAPŁACĘ poważnie.

    Bo wiecie tej, ja to jakaś taka niekontrowersyjna, kurde, jestem.

    Jak Dyzio z opowiadania, którego się kiedyś uczyłam na pamięć chciałam powiedzieć krótko czego nie lubię. Nie lubię jak się mnie zaprasza na imprezy, gdy one są już w trakcie, ja nikogo nie znam, ludzie rozmawiają o programach i serialach, których nigdy nie widziałam, licytują się wiedzą o odcinkach „Simpsonów”, których nigdy nie puszczano w naszej telewizji, cytują aktorów, których w życiu nie widziałam na oczy, a nawet jeśli widziałam, to i tak o tym nie wiem. Do tgo wszystkiego wszyscy są wstawieni lub nastawieni, palą trawę, rozmawiają jeden przez drugiego a ja kompletnie nie mam pojęcia dlaczego.
    Nie lubię gdy czuję się kompletnie z innego świata; i tak nie pasuję wystarczająco w równych stanach świadomości, w podobnym stroju i nastawieniu.
    Może to po prostu zły tydzień. Może ciężki dzień. A może po prostu opóźniony atak piątku trzynastego.

    Piszę.
    Albo, co jest odzwierciedleniem znacznie lepszym i wiarygodniejszym, próbuję.
    Stara życiowa prawda, że jak nie urok to przemarsz wojsk (w brzydkiej wersji rozwolnienie) sprawdza się na wszystkich frontach.
    Podobnie jak ta traktująca o wiązaniu końców i rwaniu. Połączona z gromadką tych, których nie pamiętam a które istnieją sobie radośnie w „Małej księdze przysłów polskich” co stoi u mnie na półce w domu. I kurzeją (skr. pokrywają się pyłem).
    Co na koniec daje tę o mądrością narodu, jaką te wszystkie stare prawdy w sumie stanowią.
    To tak w ramach ogólnych przemyśleń. Żyję (wiadomość dla fanów), myślę (wiadomość dla mających nadzieję, że się kiedyś zamknę), nawet się trochę dzieje.
    Ale jakoś tak koło mnie i spoza mnie a mimo to przychodzi.
    Filozofuję również. Z nienajlepszym skutkiem, jak widać.


    • RSS