staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2005

    Może właśnie piszę pochwałę filmu, który nic nie znaczy, może zachwycam się czymś nie do końca wspaniałym i może się po prostu nie znam. Niemniej zachwycać się zamierzam. Bo generalnie jeśli coś wywołuje emocje i jest sztuką to warto było to stworzyć. Ja się czułam jakbym sport na żywo przez dwie godziny ogladała. I nie miało żadnego znaczenia, że historia zdarzyła się sobie 70 lat temu, że Ron Howard pewnie conieco podkolorował, że to wszystko nie jest naprawdę. ŻADNEGO.
    Miało znaczenie, że Crowe nie był ani Gladiatorem ani Nashem ani nawet Wendellem Whitem. Był Jimmym, ze złamaną ręką i wybitym zębem. Nie, że „zagrał”. BYŁ.
    No i do tego wszystkiego dodajmy niedenerwującą Renee i po prostu… ja się zachwycam, róbcie co chcecie.

    A generalnie to pada, czytam „Kroniki portowe„, piję dużo kawy i stanowczo w nadmiarze myślę.
    Do urodzin trochę ponad sześć tygodni. Potem z górki.

    Gdybym umiała śpiewać śpiewałabym jak Billie Myers. Może nie codziennie, może normalnie byłabym bardziej jak Dolores czy Shirley. Ale w takie dni jak dzisiaj, w te wieczory gdy pozostaje tylko patrzeć przez okno i myśleć, gdy się jest w tym stanie, że wszystko jest dobrze a tobie nie, gdy Free Falling zawodzi, Yellow Brick Road nie ma racji bytu, gdy śnią się takie sny jak wczoraj a myśli płatają najdziwniejsze figle… śpiewałabym jak Billie Myers.

    Ktoś, o kimś myślę „Mała Rachel” spytał się mnie ostatnio o miłość i o to, kiedy się wie, że chce się z nim spędzić resztę życia. Najpierw chciałam się roześmiać, bo nadaję się do dawania takich rad jak… każdy inny, czyli wcale.
    Bo jedyne co mogłam Małej Rachel powiedzieć, to to co powiedziała mi mama, gdy pytałam się ja. Że nie wszystko się da naukowo, że czasami trzeba założyć, że po drugiej stronie nitki jest tak samo, że niebo jest po prostu niebiem a nie stawem w ładną noc. A potem zostawiając oczy otwarte i jakąs asekurację na brzegu skoczyć.
    Mama nie dodała, czy się asekuracji słuchać, ale zakładam że tak. Inna sprawa, że wybranie dobrej jest prawie tak trudne jak samo skoczenie.

    Z rzeczy mniej poważnych jest dwa dla mnie zero dla myszy (MÓJ POKÓJ NIE JEST ICH NATURALNYM ŚRODOWISKIEM, JA NA PRZYCHYLNOŚĆ WĘŻY W DŻUNGLI TEŻ NIE BĘDĘ LICZYĆ). Chyba że liczymy w zeżartej owsiance. Wtedy nadal prowadzą.

    Mysz mi zeżarła płatki owsiane.
    Oraz makaron.
    Sobie pozwole nie skomentować.
    (Kawałek ściany też jej smakował)

    Dochodzę do przerażającego wniosku, że rozumiem Angelinę Jolie. Bo jakby się do mnie Bradzik uśmiechał tak ładnie jak to robi do kamery, gdy na kocu „Pana i Pani Smith” każe sobie zadać jeszcze raz „to pytanie o seksie” to bym straciła każdą głowę.

    Nie żebym miała więcej niż jedną ostatnio. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nie.

    Wniosek jest o tyle bardziej przerażający, że pociąga za sobą następny. No bo może w „Troi” Bradzik był taki lekko budyniowaty i miał najważniejsze łydki na świecie, ale w Państwie Smith wyglądał zupełnie jak ten gościu, co siedział koło mnie w kinie. Ten sam, co kupił mi gorącą herbatę w Timie Hortonsie, bo mnie brzuch bolał. Ten sam, co nie miał nic przeciwko, żebym sobie tę gorącą herbatę na tym brzuchu trzymała, acz sugerował, że może wlewana do tego bolącego brzucha pomoże jeszcze bardziej.
    Nawet rzuciłam okiem na Bradzika na takim wielkim plakacie. I porównałam go z tym gościem co szedł koło mnie.
    I od razu znalazłam dwa wytłumaczenia. I żadne mi się nie podoba.
    Bo Bradzik naprawdę wygląda jak ten gościu z którym byłam wczoraj w kinie. :(

    Podsumowanie trzech ostatnich dni:
    *przespanych godzin: 15 (4+4+7 (po buncie głowy i oczu)),
    *przekleństw rzuconych w stronę komputera: 3,
    *pomysłów by w ogóle rzucić wszystko i zostać fryzjerką: 1,
    *nowych kolorów na głowie: 1,
    *nowych dziur w ścianie: -1
    *problemów z LaTeXiem: niepoliczalne,
    *udzielonych porad: 2,
    *wydarzeń na dyżurze: 1 (nasz skarbnik jest dupkiem),
    *odkrytych romansów: 1,
    *liczba razy bycia kompletnie zignorowaną przez kogoś kto mnie zna: 1.
    *wiadomości od miłych ludzi: 1

    Dodatkowo: wzrastające umiejętności pisania na klawiaturze, tendencja by się nie odzywać (?) oraz 3/4 magisterki w stanie napisanym.

    Samopoczucie: niskie z tendencjami.


    • RSS