staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2005

    Minął sobie lipiec, minął bez rewelacji, nowości oraz trzęsień ziemi, bez wyraźnych zmian w życiorysie, nowego koloru włosów, odkrycia ameryki lub filmu zmieniającego życie. Minął sobie przełożony moją obroną amerykanckiej magisterki, premierą Harry’ego (przewidziałam, kim jest „pół-krwi książe”, powodzenia tłumaczowi życzę) oraz rokiem odkąd Bert i ja nie umawiamy się z nikim innym w celach wkluczających romantyzm.
    Minął pracowicie i pożytecznie, ale i jakoś tak w walce ze stresem i zmęczeniem, minął na budowaniu bardziej niż na psuciu i w sumie dobrze minął. Minął również na wyciąganiu bardzo naukowych wniosków w najróżniejszych dziedzinach i na chwilowym zaniku a potem powrocie kreatywności.
    Może tak chwalę ten lipiec przed zachodem słońca, no ale niech już mu będzie.

    Jestem dzisiaj teoretycznie ważna. Może jeszcze nie teraz, jakoś za trzy godziny ale jestem ważna.
    Mam przemyślenie na temat jawy i nie tylko, na temat halunów Kartezjusza i paru takich ale to jak mi przyślą papierek.

    To ja już sobie pójdę. Może coś zjem. I bluzkę naprawię bo mi nieco się odchyla w strategicznym miejscu.
    Właśnie mnie jakieś rówanie zestresowało szlag by je.

    Albo może nie.
    Bo to to najważniejsze.

    Cartoon%20Bert%20(final).jpg
    by Pat
    Bert jest kreskówką.

    Uśmiecham się.
    Śpiewa kto śpiewa, mówi kto mówi, pisze komu pisać się chce. Niektórzy włóczą się po mieście, ktoś tam zasypiają wtuleni w True (z braku nieodżałowanego Stefana), jeszcze kogoś się prosi, by był cicho.
    Uśmiecham się.
    Łączę i plątam, rozwijam i poprawiam, zaznaczam i przepisuję, słucham, dodaję, skreślam, myślę i potrząsam głową.
    Uśmiecham się.
    Narzekam trochę, coś tam się pluję, komuś coś opowiadam.
    Uśmiecham się.
    I nie mam uproszczonego wyjaśnienia. Bez względu na to, jak bardzo by go chciał.


    • RSS