staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2005

    Zdarzyło mi się wiele wypadków w ramach prac domowych i laboratoryjnych. Spuściłam w kranie robioną przez trzy dni próbkę, zbiłam całą galerię kubków i talerzy, wylałam domestos na niejedną sztukę odzieży o spaleniu włosów w czasie szorowania wanny nie wspomnę.
    NIGDY nie pofarbowałam niczego w praniu.
    Zawsze starannie wszystko segreguję, przewracam na odpowiednią stronę, wybieram odpowiednią temperaturę, czytam metki odnośnie suszenia.
    No więc jak dzisiaj mi się moje bielusieńkie ukochane gatki z koronką i nowiutkie skarpetki stały reprezentantami gaciowego różu to myślałam, że dostanę zawału. I nie mam naprawdę pojęcia jak w moje białe pranie zaplątała się czerwona ścierka do naczyń. Sama bym jej tam nie wsadziła, nawet bym nie rozważała takiej możliwości.
    Że różowego nienawidzę to jedno. Ale że osiem lat robienia prania mi to zajęło to już zupełnie oddzielna historia.

    Podobno nie ma innych końców świata a ludzie umierają dokładnie tak samo, jak żyli. Ogarnia cisza, przenika spokój. Na lewym ramieniu zagościło nieodparte wrażenie spracowanej dłoni. I tak wiem, że nie idę sama, i tak wiem, że już mnie ktoś trzyma za rękę i ktoś na mnie patrzy z chodnika po drugiej stronie ulicy.
    A teraz jeszcze ktoś zaciska lewą dłoń na moim ramieniu.
    Nie boję się niczego, poza tym, że nie sprostam i nie będę umiała być taka, jak ta pani o szarych oczach, w białych koronkowych rękawiczkach z wrzosami w dłoni i widłakami w wazonikach.

    Cicho przemykam po mieszkaniu, myjąc podłogi, lubiąc czyścić wannę, nienawidząc zmywać garów, robiąc sobie herbatę i kochając to nade wszystko. Zmieniam pościel, układam ręczniki, robię pranie kiedy mam na to ochotę bo zawsze są wolne pralki. Korzystam z przywilejów, szukam kluczy i zegarka, gotuję kolację dla chłopaków, śmieję się, otwieram drzwi tym, którzy zapomnieli kluczy. Tańczę na koncercie i mam wrażenie, że w nowych spodniach całkiem nieźle wyglądam.

    Czyli na wierzchu nawet nie wygląda to wszystko tak źle.

    I nie patyczkuję się z sobą. Ale wieczorem naciągam kołdrę aż po szyję i zastanawiam się, czy już jestem mokra od tego jeziora czy to tylko zimniej bo wyżej.
    I nie wiem.
    Choć nie, ja wiem.

    To tę drugą stronę zalewa.

    Idę posłuchać Tracy Chapman.
    A potem idę sobie pobiegać.

    Przecież nie zabije, więc wzmocni.
    Co nie??

    Niedobór zajęć kreuje nadmiar myśli.
    Nadmiar myśli natomiast, jak zauważyła wrrona, prowadzi do zakłócenia odczytu uczuć.
    A zakłócenie odczytu uczuć prowadzi do pomyłek między stawami, niebami i lustrami wszelkiego rodzaju.
    W związku z czym od wczoraj nieprzerwanie chodzą za mną dwie rzeczy.
    Pierwsza to o pokoleniach skazanych na samotność co to drugiej szansy na ziemi nie mają.
    I druga o niebie i gwiazdami odbitymi od powierzchni jeziora.
    Chodzą i się jakoś nie mogą dziś odczepić.

    Blizej niz dalej.
    Lepiej niz gorzej.
    Cieplej niz zimnej.
    Bogaciej niz biedniej.

    Ogolnie w sprawie punktu widzenia poglad sie nie zmienil, w sprawie dorastania pozostal ten sam.
    W mieszkaniu gubie klucze i chwilowo mam pranie na kanapie. Bardzo mnie niezmiernie drazniace.

    Jadlam dzis miod by sie uspokoic i pilam frappe latte na odswiezenie spojrzenia.
    Wiadomosc dobra: pomoglo.
    Wiadomosci zlych jest dosyc w telewizji.


    • RSS