staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2006

    Wiem, powinnam wkuwać Density Function Theory. Jutro też pewnie wyniosę się z Turynu i wniosę znowu do swojego wnętrza komentować wydarzenia może nie tak spektakularne ale lokalnie istotnie i o wielkim oddziaływaniu ekranującym. Jak również wymiany, korelacje i potencjały.
    Niemniej,
    zanim zgaśnie znicz olimpijski, skończą rozdawać medale i grać hymny, póki jeszcze tory są porysowane a na trasach stoją chorągiewki chciałam zauważyć, że nie Japonka o niesamowitej gracji i wdzięku, ale o ta właśnie pani:


    irinka.jpg
    (organizatorom igrzysk dziękuję, że takie ładne zdjęcie zrobili)

    za tę niesamowitą radość podczas jazdy,
    i za ten uśmiech po upadku,
    i za kompletny brak rozczarowania,
    i za wyjście z taką klasą, że ja dziękuję,

    jest moim prywatnym złotym medalistą w tej chyba najbardziej niesprawiedliwej i niewdzięcznej konkurencji świata.

    Kibica rodzaju żeńskiego, chciałem niniejszym zauważyć.

    No przecież w ogóle nie dopuszczam do siebie TEJ informacji. Oznacza on bowiem, iż jako jedenastolatka podkochiwałam się w czterdziestopięcioletnim mężczyźnie. (Tak, mówimy tu o Szeryfie z Nottingham nie o łysiejącym Robin Hoodzie.)
    Sugeruje również, że znowu nie zdążyłam z kartką urodzinową.
    Sieroctwo wrodzone.

    Coś mi się zdaje, że trzeba będzie ogłosić emeryturę kibicowską. Już w ogóle pominę fakt, odkąd się przeniosłam na drugą półkulę nagle wszystkie Olimpiady i Mistrzostwa odbywają się w strefie czasowej +1GT, co owocuje jakimiś chorymi godzinami transmisji. Oto Ahonen się nie łapie na podium (halo!), Svenik już nie skacze, wygrywają skoczkowie, którzy za mojej kadencji kibica spadali z progu. Zawodnicy w half-pipie są w wieku moich studentów, Kanada chyba czaruje swoich przeciwników w meczach hokejowych, no bo rozumiem dwucyfrowy wynik z Włoszkami ale co na tym lodzie robiły Rosjanki to ja nie wiem. Z uwagą śledzę curling, jakoś nie mogę się przekonać do narciarstwa alpejskiego i czekam na transmisje z nadzieją, że choć albo gdzieś Polakom i Kanadyjczykom będzie blisko, bym mogła tych pierwszych przy okazji tych drugich zobaczyć albo po prostu ktoś zdobędzie medal i będę mogła zmienić opis na MSN. Niech świat widzi.

    Małysza, Kowalczyk, Wójcickiej i Pałki się w ogóle nie czepiam, bardzo się wręcz cieszę. Też bym chciała być w czymś na świecie w pierwszej dziesiątce.

    Rozmawiam z ludźmi o kłopotach, sprawach, układach i wydarzeniach przede wszystkim dlatego, że dopuszczam możliwość tego, że sama mogłabym coś przeoczyć, przegapić, mylnie zinterpretować bądź też, najnormalniej w świecie NIE ZAUWAŻYĆ.
    Do wielu wniosków dochodzę sama w te wieczory kiedy nie mogę zasnąć, w te dni, kiedy snuję się po St. John’s zaczepiając Coffee and Company i zahaczając o Twisted Sisters Boutique.
    Ale dopuszczam możliwość omylności.

    Dlatego rozmawiam.

    W zasadzie doszłam do wniosku, że w szkole powinno się być tak długo, jak długo się nie wie, co się chce w życiu robić.
    Tak na wszelki wypadek, coby w razie, gdyby się do tego wiekopomnego wniosku nigdy nie doszło, mieć w zanadrzu jakiś zawód.
    Albo choć interesujące wykształcenie.
    Tak na wszelki wypadek.
    Nie wiem jeszcze, czy podpisałabym się pod stwierdzeniem, że jak się już wie, co się chce długofalowo i zawsze w życiu robić, to można tę szkołę rzucić. W sumie, dla bezpieczeństwa zawsze coś tam asekuracyjnie można skończyć, a papiery trzymać w szufladzie.
    Ja się na razie uczę, coby mieć w zanadrzu ten zawód, w razie gdybym nigdy nie skonkludowała, kim chcę być jak już dorosnę. Tudzież jakbym nigdy nie dorosła.


    • RSS