staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2006

    W Wielką Sobotę, podczas tych wszystkich sześciu czytań, i tych pięknych i tych okrutnych, zawsze gdzieś na psalmie piątym, tym o radości z czerpania ze źródeł zbawienia odczuwam nieograniczoną wdzięczność.
    Za to, że mogę stać (dziś na przykład siedziałam, ale to tylko dlatego, że tu się kościół w Wielką Sobotę nie zapycha).
    Albo za to, że mogę być (tu, tam, gdzie zadecyduję, gdzie zajdę, w ogóle.
    Za to, że mam rodziców. Bo to znaczy, że ma jeszcze kto zawrócić w razie czego.
    I za to, że ich mam tak daleko, bo to znaczy, że jestem, gdzie jestem.
    Za to, że słyszę, widzę i czuję.
    Za to, że mogę śpiewać (i co z tego, że fałszuję).
    Za to, że właśnie kwiecień jest moim przystopującym i zamyślającym miesiącem.
    Za to, że w ogóle umiem być wdzięczna.

    Dlatego,
    życzę tej Wielkanocy,
    by nigdy nam się nie wyczerpały powody do wdzięczności.
    Bo to obejmuje każde jedno życzenie.
    I jeszcze coś.
    Radość z ich spełnienia.

    Uczenie się w Wielki Piątek oraz egzaminy w Lany Poniedziałek powinny być jakoś ustawowo zabronione.
    Jestem ciekawa, jak się ma przykazanie ścisłego postu do rycia od samego rana. Mi nie wyszło. Musiałam iść po jakieś owoce do podjadania bo chyba by mi się mózg zapadł do środka.
    Samą statystyczną się człowiek nie wyżywi. Choćby nie wiem jak bardzo chciał (a nie chce).
    Zaraz sobie pójdę na spacer. Przewietrzę futro i poszukam motywacji.
    Poważnie mówię.

    Jest sesja, stan podwyższonego ryzyka, stresu i nerwów, emocje sięgają zenitu, wielkimi krokami nadchodzi Wielkanoc (jak sama nazwa zresztą wskazuje), a do końca semestru zostało 11 dni.
    Tyle tytułem wprowadzenia.

    Tytułem rozwinięcia to kołatają mi się po głowie dwie myśli (a powinna cała mechanika statystyczna, what a misfortune). Jedna to taka, że prostych słów się boi największy nawet twardziel (pogoniona mówią że mnie kochasz, szkoda, że oni) a druga się formuuje (konstruuje) jako I look at love from both sides now.
    Joni Mitchell też miała 25 lat jak to napisała i też jej mówili, że co ona tam wie.
    I nie, że żadna z tych myśli tudzież obie na raz się już nie kołatały.
    Kołatały.
    Stukały i pukały.
    Już nawet miałam ich kiedyś dosyć. Prawie tak bardzo jak teraz. Bo przypomina mi się, jak sistermoon zacytowała to zdanie z „Alfie” o osiemnastu miesiącach, którego nie mogłam potem znaleźć w „Memorable Quotes” ale które strasznie mi się podobało. I nie podoba mi się, że się to zdanie podłącza pod te dwa, które i tak się kołaczą.

    Zakończenia nie będzie. Jak ktoś się czaił na przejęcie bloga już może się odczaić (widzę tłumy zawiedzionych wielbicieli).
    Jeszcze tylko szablon zrobię w wolnych chwilach i wszystko zagra.
    A nawet jak zafałszuje to i tak będzie działało.

    W „Wierności w stereo” jest takie fajne zdanie o piosenkach o miłości.
    Oczywiście, teraz, gdy jest mi najbardziej potrzebne nie mogę go znaleźć.
    Remonty, remanenty, koniec roku podatkowego.
    BBL, jak się mawia na msn.
    Ja tu jeszcze wrócę, jak zapewnia Kazik.


    • RSS