staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2006

    Jeszcze trochę i naprawdę nie będzie za kim w tych mistrzostwach trzymać.
    Jeszcze raz ktoś wygra po jakimś podejrzanym karnym, wolnym, dziwnym faulu czy fajnie zagranym upadku to przyjdzie stracić wiarę w piękno sportu.

    Włosi się pewnie znowu dośligają do finału. Chyba, że wcześniej wyeliminują się w karnych.
    Francuzi się szybko od nich widzę uczą. (dobra, jest jeszcze jeden gol, więc mi trochę przeszło//trochę będąc słowem kluczowym)
    Szewczenko też po nic na półwyspie Apenińskim nie grał.
    Ciekawe, czy Figo przyłoży Bekhamowi czy odwrotnie.

    Znaczy wiecie, będzie za kim trzymać.
    Nie chciałabym jednak doprowadzić do tego, że do kibicowania zostaną tylko Niemcy.

    I Brazylia.

    (TAK PRZYKRO MI Z POWODU HISZPANÓW).

    “Meditation brings wisdom; lack of mediation leaves ignorance. Know well what leads you forward and what hold you back, and choose the path that leads to wisdom.”

    To ja idę pomyśleć.
    Wrócę jak skończę.

    No panowie.
    Jak mówił ulubiony bohater tego bloga i nowy Adam Małysz, Artur Boruc: zagrajcie o uśmiech kibiców.
    A ja sobie dodam: i na przekór włoskiej prasie (niech się ugryzą w klawiatury).

    Pachnie tym drzewem, które kwitnie za oknem.
    Słychać jak wiatr się przetacza przez papiery.
    Mylę daty i dziwię się doniesieniom stron internetowych.
    Słucham komplementów i chodzę na filmy z ładunkiem romantycznym do kina.
    Czytam przed spaniem i na mostkach w cieniu.

    I piszę.

    A wyciszona jestem jak nigdy (do jutra do 11:30 NDT :P).

    Niemcom trzeba przyznać jedno.
    Mają najprzystojniejszą drużynę w historii.

    (Swojej historii, żeby było jasne).

    cnoty i noty

    1 komentarz

    Wierzę i mam nadzieję.
    Bo przecież zagrać za nich nie zagram.
    Kocham ten sport.

    Mój brat kiedyś mówił, że kobiety się na piłce nożnej nie znają i głupoty o niej gadają. Polemizowałam, aż natrafiłam na to. A potem na to.

    Matko Bosko Trzykroć Przedziwno sobie pomyślałam. Się bratu przestałam dziwić. Na miejscu.

    Ja mam paznokcie w całości. Te u rąk krótkie, bo do grania we frisbee słabo się sprawdzają długie. Te u stóp mam pomalowane na żółto i zielono, bo akurat taki zestaw mi pasuje do spódnicy. I i tak wychodzę jutro z pracy tak, by obejrzeć mecz.
    A koszulki z napisem POLSKA (takie trochę jak Vince Vaughan ma w „Break up”ie) jadą sobie z Vancouver.

    Nie o tym.
    O czym innym. Co z tego, że przegraliśmy w piątek? Jasne, przykro mi. Nie rozumiem tylko, czemu wstydzi się Artur Boruc (przecież w sytuacji jeden na jeden bramkarz ma wystarczająco trudno, dwóch na jednego to banda łysego, niewiele przecież się da zrobić). Wystarczy przecież, by z narodowego tańca polskiego, jakim jest chodzony przerzucić się na coś żywszego (i nieznanego Niemcom). Krakowiaka na przykład.

    Mam nadzieję (logiczną, kibicowską, pełną przekonania, że póki piłka w grze bramek jest tyle, ile jest), że zagramy tak dobrze, jak potrafimy. Że damy z siebie wszystko. My. Bo gdyby ten wynik w piątek był w drugą stronę, to my byśmy wygrali ten mecz. (Tak, rzecz jasna, przegrali go Janas&co.)

    A jeśli przegramy – nie koniec świata. Koniec Mundialu jedynie. Nie tylko dla nas, dla 16 innych drużyn też. I idę o zakład, że będzie tam przynajmniej jedna, której się faza pucharowa będzie należeć bardziej niż nam.

    Obudziłam się o szóstej rano.
    Z przejęcia nie mogłam spać.
    Ja nie wiem co będzie jak my na przykład wyjdziemy z grupy.
    Wolę nie myśleć normalnie.
    Myślałam sobie, że jestem za stara, za doświadczona, że tyle meczy, że w ogóle tak daleko, że gdzie te czasy, że za poważna jestem.
    Tak.
    Jasne.
    Chciałoby się.

    Normalnie jakbym sama miała tam wyjść i grać (a wierzcie, wolicie Kuszczaka).

    Ale wiecie.
    Ja w wiele rzeczy wierzę.
    Nie o wszystkich mówię, bo i tak nie mam opinii osoby normalnej więc po co się jeszcze bardziej etykietkować.
    Ale na przykład (choć nienawidzę dorabiania filozofii do faktów) wierzę sobie, że wiele rzeczy się przenika. Sięga tu i ówdzie. I znaczy więcej, niż się nam normalnie wydaje.
    I że lepiej tego nie ruszać, bo można zaburzyć ważne równowagi. Ale to nie zmienia faktu, że to jest.

    W związku z tym, póki piłka w grze…
    (tylko dożyć to tej tutejszej szestastej)

    Wieczorem sobie wywieszam flagę Polski. Niech świat widzi. (tej chciałoby się dodać).

    W osiem zero dla mnie to nie wierzę, ale koszulkę z prasowanką idę sobie kupić.
    Niech się uczą.

    Generalnie jest zlew i mało kto W OGÓLE wie o co chodzi. (A ja się zrywam z pracy).

    I już.
    To jednak jest jakieś święto.

    (zakładamy się, że Polska pokona Anglię, drugi strong trzeci strong, rozmawiamy bez wytchnienia)…

    EDYCJA.
    Piszę do Justyny: Przynoszę flagę i idę sobie kupić koszulkę. Chcesz też.
    MYŚLĘ: (ciekawe czy przyniesienie wina na imprezę o 16 jest przegięciem i co na to dr Steve Justyny mąż).
    Justyna odpisuje: SPOKO. Kupić piwo?
    Zapytam jutro Justynę co ona se myślała

    JEST BARDZIEJ NIŻ PRAWDOPODOBNE, ŻE JUŻ DOSTAŁAM MAŁPIEGO ROZUMU. aż strach pomyśleć co będzie jak mi przyjdzie za mąż

    Dziś między Probability i Statistics in Experimental Physics a gapieniem się w ścianę (w zieloną tablicę informacyjną gwoli ścisłości) doszłam do wniosku, że najgorsza pozycja w jakiejkolwiek społeczności (przyjaźni, komórce społecznej, klasie) to pozycja przemieszczadła.
    Bo popychadło przynajmniej wie na czym stoi (tudzież gdzie się je wstawia).
    A takie przemieszczadło nie.

    I się w sumie nie dowie. Bo społeczność je tak ustawi jak jej pasuje.

    Przemieszczadło nie musi być nawet jednostką słabą czy głupią. Śmiem sobie zgadnąć, że na ogół nie jest.
    Na ogół jest tą, której zależy.


    • RSS