staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2006

    Dwa lata temu Bert i ja poszliśmy na piwo, żeby pogadać, pośmiać się, odstresować i zrzucić ze mnie tęsknotę tego okresu między imieninami a urodzinami, z którym Tu jakoś tak dziwnie sobie nie radzę.
    Poszliśmy.
    Bar nazywa się West Side Charlies. Jest w tym samym miejscu, co wtedy, ma te same kanapy, tę samą podłogę i pewnie nadal tę samą bezsensowną promocję dwa za $ 5.75, jedno za $ 2.75.
    A potem poszliśmy na krzyżówkę oglądać, jak zmieniają się światła.
    Jeszcześmy nie wrócili.

    Spokojnie przeglądam kartki w kalendarzach. Nie przerzucam za szybko, by nie zaciąć się krawędziami, by nie przegapić daty, nie zapomnieć o spotkaniu, nie przeoczyć wizyty, nie ominąć urodzin.

    Gdzieś tam postawiłabym lilię, gdzieś wysłałabym kartkę, gdzieś przekażę życzenia, gdzieś jeszcze zrobię niespodziankę.

    Zawracam i odkręcam, mijam, powtarzam, ustalam. Liczę, czytam, tłumaczę, „szydełkuję” i „rzeźbię”. I szukam siebie cały czas jeszcze, jak zawsze, w takie dni jak dziś najbardziej.

    Jak noc w lipcu, gorzka i słodka.

    Wymyśliłam sobie, co się powinno wydarzyć w siódmym Harrym Potterze. Jak ktoś ma słabe nerwy i się boi spoilerów, to niech może nie czyta. Bo się jeszcze okaże, że zgadłam (jak już napiszę, co myślę to się tak nie okaże, więc bez stresu) i potem będzie się tu czepiał albo mnie wyzywał.
    Ale powiem, co sobie myślę. Zgodnie z zasadą, że kobieta, jak coś sobie wymyśli to musi to powiedzieć, bo inaczej jej się coś w środku zepsuje.
    Powinno się okazać, że Voldemort ma dziecko. Córkę najlepiej, tak dla lepszego zawiązania intrygi. Córkę tę, przy jej narodzinach (albo lepiej poczęciu, ciekawiej by było), uczynił horcruxem, więc w razie EWENTUALNEJ śmierci zawsze może się w jej ciele odrodzić. Nie jakimś tam Imperiusem – duszą i ciałem.
    Kobieta ta mogłaby uczyć obrony przed czarną magią. I, na przykład, Harry nie mógł by jej dotykać (co by wyjaśniało czemu Voldemort tak sobie wyrzucał, że nie pomyślał o tym, jak Lily mogła Harry’ego obronić).
    Do głównych postaci nie mam przemyśleń. Bliźniaki mogłyby nie zginąć. A Snape MUSI się okazać podwójny w dobrą stronę, bo inaczej wszystkie pierwsze pięć części byłyby bez sensu i z zerową logiką.

    Mówcie mi JKROWLING.
    (jak zgadnę to normalnie powiem, że chcę tę córkę grać w filmie)

    Zatrwożone planami kupienia sobie ładnych bluzek na lato (tak ze dwóch) moje konto napisało list do Pogody.

    Moja Droga Pogodo,

    Ona sobie te bluzki kupi jak nic. I znowu będę chudsze i mniej znaczące. Proszę tylko o zrozumienie i zapodanie Jej ze trzech dni deszczu albo lekkiego ochłodzenia, by uznała, że te bluzki są doprawdy zbędne.
    Tym bardziej, że jak kupi bluzki na pewno jej się uwidzi jakiś spódnik również.
    Odpłacę Ci, kiedy zażądasz.

    Konto W CIBC

    Na to Pogoda tajniaco zabrała Lipiec i zaprezentowała Październik. Czuję się niedoceniona. Przez oboje.

    Mój młodszy brat nazywa się od dzisiaj magister inżynier Brat Staphre (a.k.a. Mistrzu a.k.a Kto Jest Twoim Idolem Sista). Bratu gratuluję i bardzo się z nim cieszę. Prezentu gratulacyjnego już szukam.

    Na dzień dzisiejszy faceci to leniwce i wygodniki.
    Więcej przemyśleń nie mam.

    Wiecie,
    już się ucieszyłam, że Włosi w końcu wygrali jakieś karne.
    Lubię Buffona.
    Tak, wiem, domyślam się co czuje teraz Australia.

    Ale potem, po prezentacji, po meczu U2 śpiewało „One”.
    I wśród tych wszystkich zdjęć było to pokazujące plecy Zizou jak schodzi do szatni.
    Tuż obok Pucharu Świata.
    (Jeszcze nie wiem, ale pewnie też tuż obok Złotej Piłki.)
    I tak po ludzku włączyła mi się empatia.
    I już się nie cieszę.
    I jeszcze jak pomyślę, co jutro zrobi z nim prasa to już w ogóle nic tylko westchnąć.
    I iść z praniem.
    W końcu świat się dalej kręci.

    Oczywiście mam kryzys, nie jestem pewna własnej przyszłości, zastanawiam się co powinnam, co trzyma, co popycha i czy naprawdę ktoś puka o 11:30 pm czy mi się wydaje.
    Ponadto mam mieszane uczucia, acz mi się zdawało, że po doborze wiceministrów się bardziej nie da.
    Z wiadomości sprawdzam kto ma urodziny i kto w co się ubrał i jak w tym wyglądał. Nic więcej nie jestem w stanie przetworzyć. W sensie, że logicznie i z wnioskiem.
    Piję kawę pół na pół z mlekiem, przypominam sobie jak to było tydzień nie spać. A do tego zastanawiam się nad sprawiedliwością i nierównością oraz nad tym dlaczego i po co oraz którędy.

    Doprawdy. Dałabym se spokój, pograła w gry i pooglądała komedie w tv.

    Cool i super by było.

    Doprawdy.

    Mój program do fitowania widm mnie nie rozumie.
    Wiem, są większe tragedie.
    Ale jak my mamy w związku z tym współpracować?
    Ja wiem, kto w tym układzie robi a kto każe. I wiem, że ten pierwszy robi tylko to, co mu się nastuka, by robił. Nie zmienia to faktu, że się nie rozumiemy.

    Mam poważne przypuszczenia co to płci mojego programu.

    Sezonu ogórkowego w robocie nienawidzę.

    Nie mam wybitnych osiągnięć w udawaniu zajętej (tudzież talentu ku temu).

    Poproszę o napięty grafik.

    Inspirują mnie rzeczy, których inspiracyjna wartość jest mocno dyskusyjna, a jej pochodzenie podejrzane.
    Rude włosy, na ten przykład (i te z natury rzeczy i z natury farby). Albo srebrne wisiorki z bursztynem.
    Tudzież kamyki.

    Albo taka reklama nie wiem czego i chyba nigdy nie zapamiętam, że yahoo launch. O tym, że bez muzyki życie byłoby bez smaku i że jazz jest jak czekolada. Nie sama reklama, co przedstawione w niej buty, schody i umywalka.

    Albo ciemna sala w kinie, gdy nie widzę nikogo, nie słyszę nikogo (nawet tego pana za mną komentującego scenariusz i przebieg wydarzeń), jestem tylko ja i moje osiemnaście metrów ekranu.
    I, na przykład dzisiaj, diabeł mający też czasami podkrążone oczy i szary szlafrok.

    Inspirują mnie kolorowe cienie rzucane przez butelki na wodę (oraz te zielone po winie na mojej podłodze), wiatr, starannie zatemperowane ołówki, umyte gary, czyste ręczniki i robienie prania.
    Inspiruje mnie każdy jeden czysty zeszyt w kratkę. I wieczne pióra.

    Inspiruje mnie też trochę Johnny Depp, ale JAKOŚ OSTATNIO MNIEJ.
    Maliny mnie też inspirują. Oraz jagody w miseczce. Takie na krzaku nie, muszą być w miseczce i z łyżeczką i na ładnym obrusie.
    Ładne obrusy też mnie zresztą inspirują.
    Półki z książkami na przykład bardzo. Ale to chyba jest generalnie ich zadanie (bo przecież nie stanie się, kurzenie i oznajmianie światu ile to właściciel ich przeczytał).

    skończę rano
    nicole dzwwoni


    • RSS