staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2006

    Najpierw, niepostrzeżenie Leonardo di Caprio przekroczył trzydziestkę.
    W międzyczasie młodszy brat Donniego z NKOTB zaczął staro wyglądać.
    Potem jakoś w lutym, subtelnie i z wdziękiem, Szeryf z Nottingam i profesor Snape w jednej osobie skończył sześćdziesiąt lat.
    W te wakacje najpierw Edward Norton zamienił się w Gary’ego Oldmana, potem Leonardo i Matt Damon nie dość, że zaczęli być do siebie podobni to jeszcze się przekształcili w Brada Pitta. A na koniec cios zadał Sean Penn bo sobie w swoim nowym filmie wygląda jak Robert de Niro.

    Siedzimy wczoraj z kolegą i myślimy, co jest.
    Już wiemy.

    Niektóre rzeczy, choć zyskują miano faktu zaraz po tym, jak się wydarzą, wsiąkają w świadomość powoli i różnymi drogami.

    Odejście Babci sprzed prawie roku wnikało i reorganizowało wszystko dosyć płynnnie z trzema – jak dotąd – wielkimi krokami.

    Pierwszy, gdy nie otworzyła drzwi w grudniu.
    Drugi, gdy nie pobłogosławiła przed wyjazdem.
    I teraz trzeci, gdy nie ma jej podpisów na kartce urodzinowej.
    (jakoś na imieninowej mnie to tak nie uderzyło mocno)

    Zupełnie jakbym potrzebowała pisemnego zaświadczenia, że jej nie ma.
    Zupełnie jakbym potrzebowała mieć to na piśmie.

    Ostatnie spojrzenie za zachodnie wybrzeże Nowej Funlandii.
    W tym roku przynajmniej.
    HR060184-P.jpg

    HPIM0065.jpg

    Dobra.
    Jeszcze dziewiec lat i bede w odpowiednim wieku by kandydowac na prezydenta RP.

    Chwilowo ide spac.
    Jutro podbijam zachodnie wybrzeze wyspy.
    Pewnie juz drzy.

    Są w życiu wiadomości dobre. Niekóre z dobrych sprawiają, że człowiek się uśmiecha, inne wzruszają, jeszcze inne pozwalają z ulgą oddychać.
    Są wiadomości niepokojące. Czasami przyspieszają bicie serca, czasami budzą niepokój, czasami tylko poganiają myśli ku osobie, której dotyczą.
    Są wiadomości złe. Trudne, bolesne, stające gulą w gardle i ciążące na żołądku, niełatwe i smutne.

    Są też wiadomości niewiarygodne.

    Spędzam dziś dzień na próbie uwierzenia, że tak po prostu można. A wyobraźnia ma radochę, bo po prostu nie daje rady.

    Rozbawiam pana na poczcie zawartością przesyłki i prośbą odnośnie znaczków. A potem na cały dzień się wyłączam. Przemykam się cicho obok cudzych kłopotów, wymijam chorych zahaczając o ich obowiązki, wygłuszam rozmowy, szukam rozwiązań.
    Głównie gapię się w książkę z bardzo skomplikowaną matematyką. Bez skutku.

    Potem uspokajam się książką dla mniejszych i większych dzieci i spoglądam z sentymentem na wygrzebanego w bibliotece Lema. I na stos książek obok niego. Jest na ten stan dobre określenie, odpowiednie jak żadno. Stoję mocno. Głowę mam zamgloną.

    Nieodzowny znak, że sierpień się rozgościł.


    • RSS