staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2007

    Dziś trochę niedospana jestem po wczorajszym meczu hokejowym. Mecz się skończył 1:40 am bo nocą jest taniej wynająć lodowisko. Chłopcy przegrali 10:2 i ktoś to przecież musiał obejrzeć, żeby im nie było smutno.
    Bo najgorzej się przegrywa jak nawet nikt nie widzi, że zrobiłeś co mogłeś, mimo że niewiele mogłeś.
    Jak się kładłam spać zegarek pokazywał 3:02 am jak się budziłam 7:15 am. Nie wstałam do 7:50 am no ale. Nie jest moją winą, że posiadam takie wygodne łóżko. Na kółkach.
    (W sumie gdyby było bardziej zwrotne i mieściło się w drzwiach rozważałabym dziś rano przyjechanie nim do pracy. Wiem, farmazony.)

    Niech Bóg błogosławi korektor dopasowany do podkładu bo wierzcie sam podkład dziś niewiele zdziałał.

    Trochę dziś w pracy słucham co różni panowie mają do powiedzenia, trochę się obijam, trochę czekam, aż przyjdą chłopaki i pójdziemy na lunch.
    Bo Szonik jest na urlopie zdrowotnym przez swoją szefową. I tak uważam, że chłopak długo wytrzymał. A Krzysio ma na razie urlop od jednej pracy i szuka nowej.
    Więc zmienię lokalizację i znowu posłucham co mają różni faceci do powiedzenia.

    Ziewnę sobie jeszcze.
    Przeciągnę się.
    I może pomyślę jaki film z tego repertuaru wybrałby facet. Muszę wiedzieć na co się dziś nastawić. Bo chyba mam randkę :D.

    „Children of Men” już widzieliśmy.

    „Pani Ruth, panienko Idgie, była damą. A dama zawsze wie, kiedy wyjść.”
    [Smażone Zielone Pomidory]

    Mam problem z drugiej strony: czy Dama wie kiedy zostać?

    I jeśli zostaje to czy dlatego, że jest w tym cel i sens, czy dlatego, że po prostu tak trzeba a inne wyjście jest dyktowane nie BYCIEM DAMĄ a po prostu tchórzostwem i wygodnictwem.
    A może po prostu skoro wie, że jeszcze nie ma wyjść, to znaczy że doskonale wie, że powinna zostać?

    Skąd się w ogóle wie, czy się jest Damą?
    I kiedy się ją już nie jest? I co dyskwalifikuje?

    I czy bycie Damą polega zawsze na wybieraniu najtrudniejszych rozwiązań? Najcichszych? Najbardziej skupionych na obserwacji? Takich, które się liczą długoterminowo?
    I jak się ma do tego proces PRZECHODZENIA NAD SPRAWAMI DO PORZĄDKU DZIENNEGO?

    Jest taki film z Laurą Linney, zatytułowany „P.S.”. Film sam w sobie gdzieś się rozmywa i chyba trochę przepuszcza, to czym chciał być ale pada w nim zdanie, które chyba miało być motywem przewodnim.
    „Może właśnie to jest nie tak z tym światem że wszyscy nad wszystkim przechodzą do porządku dziennego.”

    Więc może nad niektórymi rzeczami trzeba się zatrzymać.
    Czy Dama wie nad którymi?
    Czy ktokolwiek w ogóle wie?

    lou i stu

    1 komentarz

    Rocznica śmierci Coco Chanel przywołuje takie cytaty jak te. Więc czytam i myślę i jakie to proste wszystko.
    Najlepszymi kolorami świata są więc szary i zielony. Bezsprzecznie.

    Odpowiadam wczoraj na kilka trudnych pytań najpierw komuś a zaraz potem samej sobie.

    Kupuję książkę z planem przyszłości w głowie. A w teraźniejszości nadal patrzę się na wykresy marząc o oświeceniu.
    Podobno przychodzi wraz ze stopniem naukowym.

    Kto zgadnie po tytule na jaki film mam dziś nastrój?

    LEJTER (znaczy TEGO SAMEGO CHOLERNEGO DNIA WIECZOREM, proszę wszystkich z chromosomem Y o zapamiętanie tej prostej definicji)
    O ironio losu.
    HA HA HA HA HA .
    O ironio.
    Jak kiedyś będę miała dzieci to je chyba uprzedzę, że tak mam.
    Że nie ma co ściemniać i kłamać.
    BO PRZYPADKOWO ZAWSZE JAKOŚ ODKRYWAM WSZYSTKO.
    CHCĄC tudzież NIE CHCĄC.
    Idę się obśmiać.
    I pobiegać.
    O IRONIO LOSU TEJ.

    Powinnam walczyć (współpracować, analizować, rozkładać na czynniki pierwsze niepotrzebne skreślić) z moim wielowarstwowym krzemem porowatym
    (teraz wszyscy wiedzą czym się naprawdę zajmuje i ktoś mi ukradnie projekt i zrobi publikację). Krzem póki co ma mało warstw a ja już nie rozumiem sygnału jaki zostawia w spektrometrze. Więc wróży to bardzo pozytywnie na Nowy Rok.ale przybyło dnia na barani skok i o za dziesięć piąta pm nie jest ciemno jak nie powiem gdzie tylko granatowawo. a to postęp.
    Chyba ignoruję dziś interpunkcję. Za nadmiar kropek i niedomiar przecinków przepraszam.

    Mam postanowienie Noworoczne zapisywać paranoje coby się móc z nich potem śmiać.
    Więc proszę.
    Paranoja z ostatnich dwudziestuczterech godzin:
    „I will call you later.” oznacza zadzwonie za trzy lata, żeby ci powiedzieć, że się ożeniłem.

    Ponadto nie mam więcej przemyśleń. Muszę iść do kina trzy razy w ciągu najbliższych siedmiu dni. Dawno nie byłam. Ciągnie mnie.

    Nie wiem kiedy i czy wrócę do poetyckiego, uduchowionego i spójnego pisania.
    I tak nie mam fanów więc o co chodzi.
    To idę się zmagać z tym krzemem.
    Nie będzie pluł mi w twarz.

    (*)
    Najpierw Mama Mateusza, wyciągając z pudełka Anioła Odwagi, ogłasza, że w 2007 coś się wydarzy. Jeszcze nie wie co, ale się domyśla. Jeszcze nie jest do końca pewna, jeszcze chyba się trochę boi, ale w końcu wszyscy jej życzą odwagi, więc kto wie. Odganiam jedną nie-do-końca szczęśliwą myśl i mam nadzieję, że będzie dobrze.
    Najnowsza definicja słowa dobrze to spokojnie. Na wszystkich chyba frontach.
    (**)
    Potem moja mama, zawijając makowiec, ten drugi, ten co się O DZIWO przywiózł do Najbardziej Zapadanego w jednym kawałku, mówi, że będzie jakiś przełom, że tak czuje.
    Instynkt kobiet z tej rodziny jest niezaprzeczalny i niepodważalny i bezdyskusyjny.
    Więc jej wierzę. I mam nadzieję, że jak już się przełamie to będzie dobrze. Czyli w końcu spokojnie. Bez duszności, bólu brzucha i atmosfery przypadkowego egzaminu codziennie, dwa razy dziennie, conocnie i przy każdym otwieraniu drzwi.
    (***)
    A w międzyczasie i później też jest tak, że szkoda w ogóle słów, bo jak się wie o co chodzi to się wie, a jak się nie wie to chyba lepiej nie wiedzieć.
    (*v)
    W Najbardziej Zapadanym oczywiście pada i wieje.
    I – o ironio – przeżywam napad tęsknoty, ale nie mówcie nikomu.
    Na szczęście uderza mnie jet lag więc zasypiam o 10 przy zapalonym świetle i odruchowo przyniesionym na stolik przy łóżku telefonie.
    Dzwoniono do mnie koło północy (wpółdopiątejrano mówi ciało).
    Chyba się umówiłam na lunch.
    Acz nie jestem do końca przekonana czy mi się nie przyśniło.
    Bo we śnie znowu adaptowałam jakieś budynki na szkoły, przedszkola i sale wykładowe.
    Jakieś interpretacje?


    • RSS