staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2007

    Marzec, wedle nowofunlandzkiego powiedzenia, ochodzi lwem. Nie znam w sumie lwów, które zapodają poziomo śniegiem i kręcą wiatrem we wszystkich możliwych kierunkach, ale najwyraźniej niewiele jeszcze wiem.
    Marzec odchodzi lwem.
    Zaczął odchodzić właśnie dziś podobno. I ma zamiar przez kolejne cztery dni.

    Między rozmową o etykietkach, lakierem do paznokci w kolorze wzoru na koszulce, na wpół rozchodzonymi martensami, rozkładem dyżurów i czasem myślę sobie o funkcjach, obsesjach i uczciach. (teraz mi wrrona napisze, że im więcej się o uczuciach myśli tym mniej się czuje, więc mam przestać.) Nie myślę natomiast o egoistycznym podejściu i tym, że pół roku za późno to jest właśnie na czas, bo pół roku wcześniej i tylko zaciemniłoby obraz. A teraz wszystko rozjaśnia i utwierdza.
    I między tym wszystkim wcale się nie muszę miotać, tylko jakoś spokojnie mogę się między tym ułożyć. I już nie wiem, czy to puzzle się układają wokół mnie czy ja wpasowuję w puzzle, ale jakoś nic mnie nie gniecie i nie uwiera. Nie przeszkadza to w rozważaniu prawd życiowych w stylu „skąd się wie, że się wie” oraz „czy ja wiem czy chcę wiedzieć” tudzież „dlaczego dobre wróżki nie pomyją mi garów i nie posortują prania”.

    Nic nie zmienia to faktu, że śnieg zasuwa poziomo.

    Mija też między tym wszystkim osiem lat od chrztu Klaudii. Chrztu, w czasie którym moimi jedynymi problemami było by się NIE KULIĆ (bo mama krzyczała) i by NIE POZWOLIĆ SIĘ TEMU DZIECKU WYSUNĄĆ Z TEGO ŚLISKIEGO BECIKA.
    Mało zawału nie dostałam, gdy ksiądz zasugerować PRZEKRZYWIENIE zawiniątka coby WODA NIE NAKAPAŁA DO BECIKA.
    Wyraz twarzy Renaty chyba zapamiętam do końca życia.
    Kulę się tylko na jednym zdjęciu.
    Dziecko się nie wysunęło Ani ani :).

    Jakoś mniej mi się przypomina kto ma dziś urodziny (przypominamy, strzelił gola Anglikom na Wembley a Atletico Madryt z 40 m).
    Starzeję się czy jak?

    Zawalam dwa terminy w tym tygodniu i NIBY NIC i NAPRAWDE NIE SZKODZi, ale wiem, ze szkodzi, bo NIE ZAWALAM TERMINOW NIGDY wiec DLACZEGO TERAZ i SKAD TO SIE WZIELO.

    (mac w pracowni dla pierwszego roku nie ma polskiej czcionki w miejscu dla mnie oczywistym wiec pisze sie jak sie pisze ale sie pisze)

    Robie wiec nieco wiecej i moze troche na zapas, zaczynam znowu miec to samo poczucie ze a nuz sie nie wyrobie (choc wiem, ze chocby sie skaly). Roztropnie spisuje plan, ustalam terminy, rozpracowuje notatki, wysylam e-maile. I jeszcze jedno spotkanie, jeszcze jakis podpis, jeszcze to i tamto.

    I troche zycia prywatnego w miedzyczasie.

    Na pytanie, czy jestem zmeczona odpowiadam, ze tylko zestresowana. Na pytanie czym po raz pierwszy od bardzo dawna udzielam bardzo meskiej odpowiedzi. Bo doprawdy nie chce i nie moge rozmawiac o egoizmie i poczuciu, ze co sie niszczy, nie moge wracac do przedostatnich wrzesni, pazdziernikow, listopadow, grudni, lutych, kwietni a do ostatnich wrzesni juz w ogole nie. Bo mnie boli zoladek i nie moge jesc a spodnie w ogole nie zauwazaja talii i innych punktow zaczepienia.
    Naprawde lubie swoje 122 funty. Bardziej niz 105.
    Wiec i na indagowanie nie reaguje, choc wiem, ze nie jest ciekawoscia a troska.
    Tylko zart jeden taki niewinny powoduje ze mi sie oczy poca.
    I zaraz mi wstyd.
    I wiem, ze ma racje gdy mowi, ze jestem strasznie wrazliwa.
    Choc myslalam, ze tak ladnie to ukrywam.


    • RSS