staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2007

    Czasami wierzę, że jak się uśmiechnę, to coś stanie się lepsze, łatwiejsze, przyjemniejsze, mniej uciążliwe do zniesienia.
    Czasami wierzę, że wszystkie teorie świata dotyczące chromosomu Y (moje własne wkluczywszy) są prawdziwe i należy je naprawdę przykładać do wszystkich osobników z tymże chromosomem jak leci.
    Czasami wierzę, że mając jedne narządy miękkie PO PROSTU dla równowagi ma się inne twarde.
    Czasami wierzę, że na wszystko w życiu można patrzeć tylko przez pryzmat własnych doświadczeń i tylko tak serwować empatię, zrozumienie i zdrowy egoizm.
    Czasami wierzę, że mówienie do siebie w głowie pozwala uporządkować wiele rzeczy.
    Czasami zaś nie.

    I nie umiem określić ram czasowych ani zakresu mojego czasami.

    Mimo, że chcę.

    Te laczki w tytule są wyłącznie akcentem optymistycznym, gdyż żadne klapki się na tę pogodę nie nadają.
    Już pominam, że leje. I jest siwo. SIWO. Nawet nie szaro a siwo.
    Najbardziej Zapadane staje się miejscem z Najbardziej Nieprzewidywalną Pogodą.

    Siedzę więc w butach z kotami (emilythestrange), długich spodniach, swetrze i bluzce i zastanawiam się jakim cudem kalendarz głosi, że jest 29 maja.

    Laczki są w ogóle jednymi akcentem optymistycznym tej notki. W dodatku marzeniem.
    Traktując to zdanie logicznie, jedyny optymizm w tej notce ma marzenie o laczkach.
    BOŻ.

    Bo poza tym notka jest o tym, czego nie ma.
    Czyli o paczce od wrronki.
    Doprawdy.
    W paczce jest św. Krzysio patron podróżnych i tych w drodze (CZYLI NA PRZYKŁAD WŁAŚNIE PACZKI). Nie oznacza to jednak, że przeznaczeniem paczki jest tylko i wyłącznie podróż. Bo najważniejszą wartością podróży, jest, w istocie (indeed) ona sama, ale w końcu zawsze gdzieś jest cel, miejsce gdzie na wędrowców czeka ktoś stęskniony.
    Mam teorię kiedy ta paczka dotrze. Ale zatrzymam ją dla siebie.
    Czekam i tak myślę… Może ją nadano BARKĄ? Może ktoś mi ją zwędził (NIE ŻYCZĘ MU ŹLE, ale no kraść medalik ze świętym Krzysztofem? DOPRAWDY)? Może postanowiła się udać do Nowego Brunszwku (St. John NB, St. John’s NL) czasami też rzeczy docierają do osad w Nowej Zelandii (funlandia, zelandia, kto by to spamiętał), Holandii (Newfoundland, Netherlands) oraz na północ Finlandi (Newfoundland, North Finland).
    No ale myślałam, że jak się już wsadzi do takiej paczki patrona podróżnych to naprawdę się nie da.
    Następny raz wsadzę obrazek Archanioła Gabriela. TEN WIEDZIAŁ KOMU DONIEŚĆ NOWINY. I PRZEKAZY.

    apdejt 10 sekund później. ARCHANIOŁ GABRIEL JEST PATRONEM POCZTOWCÓW.
    WŁAŚNIE SPRAWDZIŁAM.

    Sleep tight baby
    This is your lullaby
    The clouds are covering the moon
    And the stars are hiding, shy

    Sleep tight my child
    This is a lullaby for thee
    Rain drops are falling on the ground
    And the fog just lets it be.

    Sleep tight kiddo,
    This is an evening song
    Winds speeds up a little, blows off
    And temperature drop feels so wrong

    Sleep tight, mister
    How should I sing to a teen?
    Frost covers the branches, snows fall
    And everything smells clean

    Sleep tight my man, sleep tight
    Have by you who gets you right
    Sun rises and spring wakes up bright
    It’s gonna work out alright.

    JACYŚ ODWAŻNI??

    Gdzieś wcięło zeszyt do zapisywania widm.
    Ostatnio go dotykał szef (przekładał coby MEGA_WAŻNY_CZŁOWIEK_oD_LASERÓW (MWCoL) miał dostęp do kontrolki lasera).
    I nie ma.
    Szefa też nie ma. Pokazuje MWCoLowi miasto i okolice.

    Znaczy powiedzmy sobie szczerze JA NIE MOGĘ ZNALEŹĆ (labbooka nie szefa) co w zasadzie jeszcze o niczym nie świadczy.
    Pięć nazw kilkunastoznakowych składających się z samych numerków jestem w stanie zapamiętać i rozszyfrować.
    Potem już nie.

    W ogóle to mam takie mgliste wrażenie, że MWCoL już tu kiedyś był i ja go pamiętam. On mnie nie. Wcale mu się nie dziwię. Ani trochę. Mam nietypowe jak na lokalne warunki imię i inne włosy niż wtedy oraz noszę okulary. Też bym się nie rozpoznała. Ale tego MWCoLa rozpoznaję.

    Z raportów to nie wiem co jeszcze powiedzieć.
    Nie chce mi się poetycko pisać bo całą poezję skupiam na pliku o nazwie research_proposal w folderze COMPREHENSIVE. I przypomina mi się jak dwa lata temu folder „MASTERS” zmieniłam na THE MOST FRUSTRATING THING IN THE UNIVERSE. I tak spakowany z taką nazwą przesłałam szefu. Ale się nie czepiał w ogóle. Jak mnie przyjmował podpisałam maila „your most problematic applicant” więc jakby co – od razu wiedział czego się może spodziewać. Nie wiem jeszcze jaką nazwę dostanie ten plik nim doń dotrze.
    A ten z pracą doktorską to w ogóle nie wiem. CHYBA ZACZNĘ WŁĄCZAĆ W NAZEWNICTWO INNE JĘZYKI.

    Dobra.
    To idę czytać o wzbudzeniach powierzchniowych.
    PRZEŚLE KTOŚ Z 10 ST. CELS.??? NIE BĄDŹCIE ŻYŁY PODZIELCIE SIĘ Z MNIEJ OBDARZONĄ KLIMATEM KOLEŻANKĄ.

    Z niedzieli na zakładzie (KTO CHODZI W NIEDZIELĘ NA ZAKŁAD) zrezygnowałam o 16:30. Stwierdziłam (tu cenzura dla takich wrażliwszych albo nieświadomych, że znam takie słowa): PIERDOLE NIE ROBIE (tak dokładnie właśnie) i poszłam się wyryczeć do Janice w sumie nie wiem czemu ale po prostu potrzebowałam się wyryczeć.
    Janice jak zwykle o nic nie pytała tylko podstawiła pudełko z chusteczkami i mówi chodź na lody.
    I poszłyśmy.
    I im dalej byłyśmy od zakładu tym było lepiej.
    Muszę to sobie zanotować.

    No.

    A potem wróciłam. Do domu.
    Zjadłam pół torebki małych marchewek (po tych lodach) i poszłam na spacer.
    Spotkałam Majkela Kitinga. Inaczej się pisze ale i tak nie ma to znaczenia.
    Pogadalim o życiu i przyszłości i poszlim każde w swoją stronę.
    (o przyszłości najlepiej mi się ostatnio rozmawiało z panem ze statistics canada. pan się pyta czy wiem gdzie będę w 2010 roku. zamilkłam. zwątpiłam, że może jakaś niedzisiejsza jestem bez planów do 2010 roku. i pytam pana A PAN WIE. a pan się roześmiał.
    mam nadzieję, że go za to nie zwolnią, taki miły był.)

    Przy robieniu herbaty doszło do mnie, że naprawdę nie mam ambcji.
    W ogóle.
    Na dzień dzisiejszy nie mam prospektów, perspektyw i wygórowanych żądań.
    Znaczy nie no mam wygórowane. Ale nie w kwestii kariery.
    Dajcie spokój.

    Chce ktoś Fajitę z papryką zieloną?

    wieczorem apdejcik:

    Chłop właśnie przeszedł samego siebie.
    Powiedział w rozmowie telefonicznej, znad stołu bilardowego:
    POWINNAŚ SOBIE TAK ORGANIZOWAĆ CZAS NA ZAKŁADZIE, BY MIEĆ WOLNE WEEKENDY.

    Niech policzę…
    w ostatnim tygodniu zatem musiałabym tam spędzić dodatkowo półtorej nocy.

    Chyba go poproszę by mi wymyślił plan pracy.
    DZIECIŃSTWO SPĘDZIŁAM W CZASIE POCHODÓW PIERWSZOMAJOWYCH, STACHANOWIZM NIE JEST MI OBCY.

    Chyba mnie zdenerwował.
    Ide ustawić widmo bo jutro przyjeżdżają megaważniludzieodlaserów.



    Czasami w życiu jestem taka jak z piosenki T. Love. Mimo że jednego czego potrzebuję od wczoraj to żeby jak najszybciej przestało być tym bólem brzucha, którego advil nie uśmierza ani ani.

    (Ale nie powiem literkami głośno której bo ma w refrenie brzydkie słowo.
    A po co mówić brzydki słowa literkami. Głośno sobie powiem pod nosem.
    I tak nikt mnie nie rozumie. Literaly.)

    Czasami się zastanawiam ile jeszcze emocji można pomieścić i ile razy trzeba jak zdarta płyta wbrew przysłowiom przechodzić przez tę samą rzekę próbując się w niej nie umoczyć.

    (Gdzieś tam powinien być przecinek myślę , ale w sumie nie wiem, więc zostawię bez. Dla mnie to zdanie ma sens. Tak samo jak w moim świecie spódnica w białe paski jest brązowa nie szara bo z szarymi rajstopami wygląda brzydko.)

    Czasami dzień zwycięstwa przynosi zielony maj i nic poza tym. Bzów nie ma, zwycięstwa nie ma.
    Siedzę sobie zamyślona tylko jak dziadek z wiersza.

    (Zielono mam w głowie ale ani jednego kwiatka.)

    Powiedzmy sobie szczerze, nie umiem rozpracować emocji na czynniki pierwsze. Widmo ma za dużo zachodzących na siebie pików, za szeroki zakres spektralny, za duże duchy i zbyt wykształcone mody powierzchniowe.
    I nawet nie wiem ile warstw prześwietlam.


    • RSS