staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2007

    28 czerwca, temperatura powietrza +8 stopni Celsjusza, wilgotność wysoka. W drodze do sklepu przejście dla pieszych przejeżdża mi, stanowczo zbyt szybko i za gwałtownie, ta granatowa Toyota Camry. Za kierownicą dziewczyna w białej koszulce z długimi rękawami, przyspiesza jeszcze a potem zwalnia na zakręcie.
    Uśmiecham się.

    To co czuję, to co wiem. I wiem, że gdy się uśmiecham, nikt nie wie, co myślę. Tyle mojego.

    Wieczorem wysyłam zaległe maile i załatwiam sprawę nieprzeprowadzonych majątków. Nocą prowadzę rozmowę o uczciwości inspirowaną cytatem z „Piratów z Karaibów”.

    I tylko rozmowa z tego wszystkiego jest owocna. I bardzo miła, zresztą.

    W międzyczasie zaglądam w skierowanie.
    Przy okazji poczytuję „Historię Świata w sześciu szklankach”.

    29 czerwca. Mgła przysłania wszystko.

    Przede mną wolny weekend.
    (w sensie ŻE CO?)

    Maja, bardzo pewnie przesyła mi dedykację.
    Chyba jej nigdy nie mówiłam, że tak naprawdę jest trochę inaczej .
    Ale jakoś nie mam pytań i wszystko powoli układam. owszem, nadal słabo śpię, ale przecież niektóre rzeczy są rzeczy oczywiste.

    I wiem. Mimo, że od paru lat mam z tym szczęsnym dwudziestym trzecim czerwca problem.

    Z ograniczeń jakie posiadam nie pisałam chyba jeszcze tylko o nieumiejętności wyłapywania własnych błędów w pisowni już po fakcie stworzenia dzieła pisanego.

    Jeszcze w języku niewymagającym to może. Jak się skupię. I bardzo bardzo chcę.
    Ale w obcych?
    Spytajcie mojej pani od rosyjskiego.
    Albo mojego obecnego promotora.
    nerwowy chichot w kułak

    Jestem tak zestresowana moim dzisiejszym spotkaniem mającym na celu omówienie jakości (?) mojej propozycji pracy doktorskiej (łomatko), że nawet nie wiem z której strony zacząć nad nim panować. Jest normalnie jak kostium Venoma. Czarny, bardzo przylegający i rozczłonkowany. Splata się w brzuchu, kulkuje w gardle. Nawet momentami chamsko wchodzi do oczu.
    Nic tylko poszukać dzwonów rurowych. I liczyć, że zadziałają.

    Nie zna natomiast ograniczeń moja wyobraźnia, która przerabia mimowolnie wszelkie scenariusze tego spotkania i, okazyjnie, miliardy innych scenariuszy wyimaginowanych spotkań najróżniejszych charakterów i rodzajów z bohaterami z części życia i zakątków świata, które niewiele mają ze sobą wspólnego.

    A z rzeczy realnych muszę zrobić pranie i pozmywać gary. Czyli jeśli dziś środa to jesteśmy u siebie.

    Myślę sobie, że wszystko, co człowieka spotyka osiada sobie gdzieś (w głowie, żołądku, wspomnieniach, doświadczeniu, mądrości życiowej, sercu, duszy…) warstwami.
    Trochę tak, że najpierw duże kamienie, potem małe, potem żwirek, potem piasek a na końcu piwo ;).
    Z czasem warstwy wierzchnie są zasypywane i, choć nie giną, pod naporem całej reszty przechodzą metamorfozę, stają się cieńsze i twardsze. W zależności od tego, między czym się znajdą, mogą się mniej lub bardziej odznaczać. I, jak to części składowe, zawsze mają przyczynek do tego, jak się zachowuje całość.
    Człowiek to skała osadowa. Może dlatego święty Piotr się wyróżniał, że był bardziej magmowy, jednolity, zwarty? Może tak się poznaje jednostki wybitne i ludzi o wyjątkowo silnym charakterze lub nieprzeciętnej charyzmie?
    Ja osobiście czuję skałą osadową. Wszystko układam warstwami i jakoś nie mam tendencji do kopania (co nie znaczy, że o kopaniu nie myślę).
    Dla mniej obeznanych w geologii proponuję wizję tortu. Przekładańca. Warstwa na warstwie, prawie ta sama koncepcja.
    I ten sam dylemat.
    Kroić i oglądać, czy może zostawić tak jak jest?

    W sumie nie targają mną żadne emocje.
    W zasadzie nie.
    Wszystkie wypełniają mnie tak szczelnie, że nie mają gdzie się ruszyć, tak dokładnie, że nawet PMS się w tym miesiącu nie zmieścił.

    I tak sobie na nie patrzę.
    Mam już nawet patyk.
    Ale nie ruszam.

    Przyznam, boję się.
    Boję się tego wszystkiego, co tam siedzi.

    Nawet nie wiem do końca, z której strony to zacząć dźgać.

    Poprzednia notka jakimś cudem znalazła się tu. Nie wiem jak i nie wiem czemu. Czasami wierzę w wydarzenia niewyjaśnione też.


    • RSS