staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2007

    To nie chodzi o to na co jest czas.
    Nie chodzi też o to ku czemu jest czas najwyższy.

    Ostatnio mam potrzebę białego szumu w tle. Widmo tegoż wygląda tak, jak je pamiętam z wykładów profesora Chaosa (żeby nie było, że jedyne co na tym wykładzie robiłam to granie w kropki z Szymonem albo oglądanie wykresów kumania Jędrzeja). Zapodaję sobie zatem ten biały szum filmem w tle i próbuję przypomnieć sobie, co wiem z fizyki. I nadal się dziwię, czemu ciągle tak mało.

    Coś mi się w środku zapada dziwnie i rozpada na kawałki. Wierna swojej teorii nitek i mająca dziwną potrzebę jasności wszelakich układów staram się wyjaśnić coś, co wyjaśnienia nie ma. Chyba, że miałabym ochotę grzebać w archetypach i toposach. A, jak nietrudno się domyślić, z racji wrodzonej niechęci do uogólniania, nie chcę.

    I nadal dodaje mi skrzydeł ta wiara, którą moja mama ma we mnie odkąd, jak mówi, pierwszy raz mnie zobaczyła. Nawet nie wiara, bo dokładnie mamę cytując, twierdzi, że wiedziała. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu po prostu wiedziała. Chciałabym też tak wiedzieć. Ale może to przychodzi z dziećmi?

    I mimo niepewności, chyba odważę się stwierdzić, że wiem, co to za czas.
    I co to za potrzeba.

    Potrzeba zamilknięcia.
    Czas postawienia kropki.

    Póki nie mam nic do powiedzenia
    słuchajcie białego szumu.

    Nie rozprasza. Chyba nawet uspokaja.
    Znieczula?

    Nie mam motywacji do nauki.
    Nie mam i już.
    Mogę winić cokolwiek.
    Stres na przykład.
    Zmęczenie materiału.
    Przeżycia.
    Brak zamknięcia.
    Brak jaj by iść i powiedzieć co o powyższym myślę.
    Tęsknotę.
    Zmartwienia trochę.
    Lekarzy.
    Niepozbieranie ogólne.
    Kryzys ćwierćwiecza (a co).

    Mam sobie takie różne myśli nieuczesane które wysyłam ówdzie.
    A z ówkąd mi odpowiada bardzo logiczny i racjonalny głos.

    I ja rozumiem.
    I co z tego skoro czuję co czuję i jak czuję.

    Wiem, że przejdzie.
    Może szybciej, niż myślę.

    Na razie jednak trwa.
    I [przekleństwo].

    Skończyłam ostatnią część Henia.
    ZDRADZIĆ KOMUŚ?

    (albo pożyczyć?)

    Idzie na burzę.
    Przyszedł już deszcz.
    Barowa pogoda.

    Jedyne, co wiem, to to, że nie wiem co mnie natchnęło dziś tak nostalgicznie. Odpowiedzią prostą jest, rzecz jasna, deszcz.
    Odpowiedzi skomplikowanej na razie nie udzielam. Może przez tę mgłę.

    Ten czas od dwudziestawego lipca do dwudziesto-entego sierpnia znaczą takie różne daty przekładające się numerycznie na lata. A w związku z tym na odmierzanie i idące za nim refleksje.

    Na przykład dziś się, gdzieś pomiędzy szukaniem interesującego obrazka wytrawionego krzemu, zastanawiam nad tym ile od życia nie należy oczekiwać oraz, że niektóre rzeczy trzeba po prostu sobie iść i wziąć. i wolę udawać, że nie pamiętam kto mi tę drugą część zdania zapodał jako radę tuż przed Bożym Narodzeniem

    Skanując prezentację, kątem umysłu analizuję kwestię bezsensu i kwestie bez sensu. I zaczepiam myślą problem, czy to jeszcze chaos przed kreacją czy to po prostu śmietnik, który należy posprzątać.
    I dlaczego wygląda to jak to drugie.

    W międzyczasie Sapkowe cytaty brzmią banalnie a tytuły tracą znaczenie. I nie wiem czy coś we mnie na okoliczność dat dorasta czy po prostu potrzebuję zacząć pisać swoje własne cytaty bo cudze zaczynają być zbyt ogólne i nie dość subtelne.

    Dostaję też niesamowicie budującego e-maila z Gliwic. I gdzieś mam przebłysk, że chyba naprawdę wiem, co chciałabym w życiu robić. Nie wiem czy w ramach rozrywki pozazawodowej czy z determinacją, nic innego poza naukami ścisłymi robić nie umiem.

    I nadal kalkuję cytując i parafrazując i co z tego, że się staram nie, skoro, jak już kiedyś pisałam jestem chłonna i mam dobrą pamięć. I nie wiem czemu nie pamiętam skąd mnie zna dziekan wydziału francuskiego i hiszpańskiego

    I jak zwykle w tym czasie w dzwon uderza pytanie o co warto walczyć i czemu się warto poświęcić.

    Może nie dostanę odpowiedzi w tym roku to się na nią natknę za rok. Za dwa.
    I tak natknąwszy się na odpowiedź znajdę inne pytania. Bo póki pytam jestem.
    Choć wiem, że niewiele wiem.

    Barowa pogoda.
    Przyszedł już deszcz.
    Idzie na burzę.

    Niektóre rzeczy w życiu nie zostają zamknięte w żadnym kufrze. Walają się po podłogach, trafiają do różnych pudełek, przekłada się je po szufladach by po latach zapomnieć do czego służyły i wyrzucić bez najmniejszego drgnięcia ręki.

    Niektóre rzeczy, mimo że zamknięte tłuką się gdzieś, źle ułożone. Odkształcają wieka, rozwalają sąsiednie przedmioty przy najmniejszym poruszeniu kufra. A po otworzeniu zamka okazuje się, że zdążyły się albo popsuć i zaśmierdnąć albo najnormalniej w świecie nadżarły je mole.

    Niektóre rzeczy nie dają się do kufrów zamknąć i – póki się nie wypracuje jakiegoś sposobu na ich złożenie – wystają z nich wyglądając jak mieszanina dowcipu i szyderstwa. Wiadomo, że albo się je w końcu spakuje albo przerobi, żeby mogły jeszcze służyć.

    W życiu niektórych ludzi rzeczy po prostu są. A życie się z nimi i pomiędzy nimi plecie i układa.

    Niektórym życie się po prostu zdarza. A z kufrów wystaje wszystko.

    Barowa pogoda.
    Saintdżonsowska, jak mawia Justyna.
    (stąd do przez ulicę widać, dalej mgła, w sumie wieje, zaraz może będzie padać ale jak jest mgła to przecież nie pada czasami pada może jednak w sumie KTO WIE).

    Jestem ci ja w nastroju nieprzysiadalnym.

    Przysiadłam się w sumie tylko do książki o własnościach sprężystych. I powinnam się na niej (aka tym co w niej zawarto) skupiać.
    A nie na przykład na 9 rano 13 lipca, nieodpisanych mailach, planach i zamiarach, ich brakach oraz praniu które muszę dziś zrobić.

    A jeszcze to poszłam sobie w niedzielę na ten film.
    Nie wiem, czy bardzo polecam. Bo, choć niesłychanie smutny, bardzo jest piękny. I zajęło mi całą noc by dojść o czym on właściwie był. I jak nie odpowiada na pytanie, czy to dobrze, czy źle. Spokojny głos Lily Wittenborn-Ross zostawia odpowiedź nam.
    No bo
    „What if there is no mistakes, just life?”
    oraz
    „We are all mysterious creatures.”

    Nie wiem, czy polecam.
    Wiem za to, co polecam.

    „Co z tą Twoją Nagrodą Nobla?” jako pierwszą linijkę do podrywu.
    Nie mówię, że działa.
    Ale doprawdy TAK mi się jeszcze nie zdarzyło.


    • RSS