staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2007

    W każdym przejściu, na wielu oknach, przy nieskończonej ilości parapetów zaistniają perfekcyjne sieci pajęcze. Nie łapię się w żadną głównie ze względu na wzrost, ale po raz pierwszy w życiu zaczynam czuć do pająków jakąś niewytłumaczalną sympatię. Do tego stopnia, że z mieszkania pomagam się im wydostać drzwiami a nie, jak dotąd bywało, odpływem z wanny.

    Może właśnie dlatego nie pada deszcz? Bo przecież jesień piękna jak rzadko.

    Z pajęczymi sieciami i wrześniem wraca teoria sznurków, myśli o splotach i połączeniach, jesienne słońce tak znacznie niżej i tak bardzo przyjemniej oraz siedemnasty, który przemyka tak cicho i łagodnie i z takim niewzruszonym spokojem, jakby w ogóle był nieświadom tego, co znaczy.

    Może właśnie dlatego przechodzi tak cicho? Bo przecież tyle niesie, że i tak nie da o sobie zapomnieć.

    A wieczorem wybieram z listy o co się koniecznie muszę pomodlić. Wybieram to, co najważniejsze nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że nie da się inaczej. I jak Idgie, bezpretensjonalnie i uroczo w prostocie powtarzam „make it okay” bo w sumie innej modlitwy na to, co się dzieje tam, gdzie jest Ona nie znam.

    Może właśnie dlatego zasypiam wsłuchana w ciszę? Bo przecież inaczej nie da się tego wytłumaczyć.

    Trochę sprzątam, trochę wyżeram dżem malinowy łyżeczką ze słoika, trochę robię sobie przerwę i trochę się zastanawiam.

    Nad różnymi rzeczami się w sumie zastanawiam.
    Głównie nad tym, co mam zrobić z tym życiem, które mam na myśli.
    Ze swoim własnym w sensie.

    I przysięgam,jak mi ktoś powie, by się nie zastanawiać, tylko żyć to strzelę.
    Z półobrotu.

    A zastanawiam się, bo dochodzą mnie wieści i gorące i zimne.
    I w sumie nie wiem, które mnie do myślenia pobudzają bardziej.

    W języku wymagającym jest takie powiedzenie, które łączy uczucia, noszenie i rękaw, i oznacza otwartość połączoną z łatwością, z jaką się noszącego owe uczucia na rzeczonym rękawie czyta. Ja sama, gdzieś tam po drodze, mniej lub bardziej samodzielnie, swoje przestałam nosić. Wiem o tym. Czasami może i bym chciała, ale na krótko, bo natychmiast rozważam, rozkładam i pakuje.

    Sapek kiedyś powiedział, że złe książki mówią o autorach, dobre opowiadają o bohaterach. Ciekawi mnie jak to się ma do ludzi.

    W nieustającej potrzebie zrozumienia, zadaję komuś, komu starczyło odwagi i szczerości by coś tam na rękaw zaczepić, bezprecedensowe pytanie. W zasadzie dwa. Na dlaczego uzyskuję bardzo uczciwą i komplementującą odpowiedź. Na po co już nie. Uczciwie tłumaczę, co jest a czego nie ma. A potem jestem uczestnikiem chyba najbardziej sympatycznej czwartej nad ranem.

    Herbata czarna myśli rozjaśnia. Dowiaduję się, że ciężko mnie ogarnąć i nie wiadomo czy dobrze się czyta.

    Jak można mnie dobrze czytać, skoro sama nie wiem co tam mam napisane?


    • RSS