staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2007

    Dzisiejsze wydanie mnie sponsorują trzy literki.
    Będę się trzymać tej wersji choćby nie wiem co, choć wiem tak naprawdę co za tym stoi.
    ALE
    MOŻE
    w ciągu następnych dwóch dni przejdzie i nie będę musiała o tym mysleć przez następne 26.
    A póki co.
    @#$% i @#$%&
    I już.
    Czasami tak też mam.

    Listopad, tradycyjnie jak co roku ciagnie sie jak smok.
    PONIEKAD.
    A dlatego tylko poniekad ze niektore dni mijaja bardzo szybko.
    Jak osmy dzien przed dziewiatym gdy dziewiatego skoro swit ma sie test z francuskiego 1501, chapitre 8-11 mniej wiecej (cytat z mojego hm… cwiczeniowca/profesora, Stephana D. niemniej jednak) a jest sie w 2/3 chapitra 10. Mysli sie zas o przyimkach (pronouns) zastepujacych dopelnienie??przydawke?? (objet) bezposrednie i posrednie (parle a wrronka pol wieczoru) mniej a o innych aspektach zyciowych (i rzyciowych) wiecej.
    Brak polskich znakow sie sobie wybacza, mysz ewidentnie udala sie na emeryture, nie mam sily tabulowac az do prawego dolnego rogu (au sud-est) aby zmienic ustawienia klawiatury. Zreszta na co komu polskie znaki w ewdentnym objawie tego, co Bridget nazywa verbal diarrhea ANYWAY.

    Calkiem nowy odcinek „Gray’s Anatomy” jest natomiast o chemii. O powiazaniu tego programu z zyciem (kto zna historie z rozmowa o osmiu milionach dolarow i czekiem na sume bardzo pokrewna ten wie o co chodzi) nie bede mowic, powiem zas o czyms innym.

    O fizyce (hihihi).
    NIE no bo moze sie jeszcze zdziwie.
    NIE MOWIE ZE NIE.
    WSZYSTKO SIE MOZE ZDARZYC.
    (zaraz rozsmiesze Pana Boga opowiadajac mu teorie zyciowa wiec mi wszystko przesegreguje, zgodnie z tym co sadza o Nim Woody Allen i Albert Einstein)

    Bo hm…
    No jestem fizykiem.
    W sumie nie ma co sie juz ani kryc ani udawac. Jestem. Dyplomowanym. Nawet wiecej niz raz i wiecej niz w jednym jezyku (och no boze kazdemu sie moze zdarzyc).

    I to jest tak z ta fizyka ze ja jej wcale nie kochalam. W podstawowce to mialysmy do siebie gleboki uraz spowodowany miedzy innymi pytaniem o pokrewienstwo i potrzasnieciem glowa oraz faktem ze z calej osmej klasy rozumialam tylko i wylacznie prawo Kirchhoffa (SUMA Iw_wezle_sieci=0), Snelliusa (n1sinalfa1=n2sinalfa2) oraz to, ze kat odbicia rowna sie katowi padania. Jak ktos nie wierzy niech spyta pana Spionka. W liceum to nawet troche cos tam sie poznalysmy, ale poswiecalysmy sobie malo czasu bo byly przedmioty fajniejsze (polski angielski francuski) oraz wymagajace wiecej opanowania pamieciowego (Polska jest najwiekszym w swiecie eksporterem porzeczek).
    Ja sie szlajalam po innych dziedzinach wiedzy.
    Fizyka sobie czekala.
    Skorzystala z pierwszej nadarzajacej sie okazji. I zaprosila mnie na randke. Przyrzekam. Nawet chcialam nie isc bo mnie ucho bolalo ale pani laryngolog wiedziala co robi i juz na 26 sierpnia bylam wyrychtowana. Pamietam kto mnie przepytywal do dzis. I z czego.
    NARYSOWALAM LINIE POLA W SOLENOIDZIE. Tak. Pamietam, ze narysowalam. Oraz ze szczerze przyznalam, ze baterii nie umiem ale moge opowiedziec przeplyw pradu przez elektrolity a na koncu wspomniec ze zachodzi proces odwrotny. POZWOLILI MI. Musialo tej fizyce doprawdy zalezec. Bo oszolomila zgoda na zaakceptowanie takich odpowiedzi nie byle kogo. O ho ho.
    I teraz tak.
    Jestesmy razem 10 lat.
    TO SIE WIECIE LICZY. Tego sie nie da przekreslic, zapomniec, udac ze nie bylo.
    Nawet, jesli kiedys sie rozstaniemy. Nawet jesli zdradze ja z bankowoscia, hodowla koz tudziez na przyklad praca z mlodzieza i tak zawsze bedziemy mialy w historii ten fajny zwiazek. (nie mowie ze sie rozstajemy, hipotetyzuje). Ciekawe kto dla kogo wiecej znaczy.
    Wiem, kto dla kogo wiecej zrobil, to jest w ogole bezdyskusyjne. MAM TERAZ NA PISMIE ZE UMIEM LOGICZNIE MYSLEC WIEC WIECIE.
    Wniosek (tu de point) jest taki:
    Czasami zaczyna sie bez iskier i fajerwerkow. Czasami wystarczy za wszystko pewnosci jednej strony.
    Czasami zbiegi okolicznosci sa tak naprawde starannie zaplanowanymi czynnosciami tyle ze nie przez nas a przez te druga strone CZYMKOLWIEK ona jest.
    Fizyka.
    Absolutem.
    Sila wyzsza.
    Innym czlowiekiem.

    Mówią, że ta ostatnia noc, ta poprzednia, to ta, podczas której granica między światami staje się cieńsza. Dotykam dłonią tej niewidzialnej a istniejącej ściany i wiem, że po drugiej stronie mojej prawej dłoni opiera się lewa, starsza, bardziej spracowana, której kształt miałam szczęście odziedziczyć. Opieram czoło, by zrozumieć, że rodzina to więzy nie krwi a uczuć, to poczucie odpowiedzialności i troski o tych, których się nazywa krewnymi. Podnoszę wzrok, bo wiem, że patrzą na mnie te same oczy co wtedy, gdy mieściłam się w poprzek fotela i można mnie było otulić różowym kocem w słonie. Wiem, że mają między sobą miejsce dla tych, których samotności nie zasypało a odległości nie zmniejszyła żadna technika. Przesuwam się wzdłuż ściany i wiem, że po drugiej stronie, znacznie wyżej, brzmi głos, z którym prowadziłam ważne rozmowy, ich wszystkie za mało i za rzadko. A potem jeszcze słyszę jeden głos, szorstki, silny który dla wszystkich brzmi tak samo i który o każdego się troszczył jednakowo. Gdzieś pachnie dymem z papierosów i zużytą przez pokolenia talią kart, nieuniknioną w tej rodzinie, prawie herbową.

    Za chwilę granica znowu sie poszerzy.
    Ale jeszcze nie.
    Jeszcze trochę.


    • RSS