staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2008

    Żółtych
    Zielonych
    Jasnych.

    Przede wszystkim jasnych.
    I nie szarych.
    Może z łaski swojej nie białych też.
     Żółtych.
     Zielonych.
     Wielkanocnych.

    Nawet ja się zamykam w Wielki Piątek.
    Nie dlatego, że nie wypada klepać, gdy milczą dzwony w kościołach a modlitwa sprowadza się do kontemplacji tego, czego się nie rozumie i czego się pojąć nie da w żaden prosty sposób, bo jak wszystkie rzeczy najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu.
    Milczę, bo mam jeden dzień w roku, gdy mogę. Gdy nie muszę nikomu wyjaśniać ani sensu milczenia ani jego treści, gdy bez opłat mogę zagłębić się we wszystko to, czego przez cały rok nie rozumiem. Samolubnie słucham, co ma mi do powiedzenia ten, którego imienia nie wymawiam ostatnio za często. I nadal mam nadzieję, że dowiem się czegoś, co sprawi, że ten kolejny rok, kolejne Zmartwychwstanie będzie miało sens. I wypełni się treścią.

    Samolubnie. Bo jeśli się nie da zebrać w Wielki Piątek to kiedy? Lepszego dnia w roku chyba nie ma.
    Egoistycznie będę jutro grzebać pod warstwami, które nagromadziły sie od zeszłego roku.
    Podejrzewam, że nikogo o wynikach nie będę informować. Ale nie ma to żadnego znaczenia.

    Muszę się zatrzymać. Stracić trochę czasu. Pogapić się. Może spróbować posiedzieć trochę na pomoście.
    A przede wszystkim posłuchać.

    Bo jeśli nie w Wielki Piątek to chyba naprawdę nigdy indziej.

    Zakochałam się w miodzie.
    Ma napisane MANUKA na pudełku i na dzień dzisiejszy jak dla mnie ta manuka mogłaby być ciężko uzależniającym twardym narkotykiem. Nie interesowałoby mnie to. Poodobnie jak naprawdę mało by mnie obeszło, gdyby się okazało, że ma milion kalorii.
    Piję ten miód w herbacie, jem go na chlebie, jem na gofrach, nawet szukałam przepisu na warzywa na słodko, żeby móc go dodawać do obiadu (sos miodowo czosnkowy na przykład).
    Zakochałam się. Jestem w 3/4 pudełka i zastanawiam się co zrobię jak mi się ten miód o nazwie Manuka skończy i będę znowu musiała się zadowolić zwykłym (nie zadowolę się) albo tym z imbirem (nadrobił sobie, niemniej to nie to).

    A ponadto na przykład sprawdziło się przysłowie mądrość narodu, że co się odwlecze to nie uciecze i nie ma co udawać, że się odleżało przeziębienie pół dniem na kanapie. Wystarczy mało wyspana noc i dziękujemy uprzejmie, staliśmy sie centrum zarażeniowym.

    ZARAZIĆ KOGOŚ?

    Dobrze, że opanowałam technikę kaszlenia w rękaw. Bardzo użyteczne, że naukowcy odkryli, iż zasłanianie się przdramieniem, albo jeszcze lepiej KASZLENIE W ZAŁAMANIE ŁOKCIA zatrzymuje więcej procent bakterii.
    Pomijam, że w te pędy wszystko w co kaszlę potem piorę.

    Udam się może w zacisze sypialni.
    Z witaminą C. I Tylenolem Night.

    Mój pierwszy roku fizyki, nie spodziewaj się za wiele po mnie jutro rano.


    • RSS