Z tą koszulką to w sumie nie wiem. Znalazłam na stronie z koszulkami dla ateistów (zainspirowana TYM obrazkiem) taką co mówi „I <3 AYN” i poszedł mi cały ciąg myślowy w stronę Howarda Roarka.
Bo w Howardzie Roarku się potajemnie kocham i jakbym miała podać przykład ukochanego bohatera literackiego to myślę, że miałabym niewątpliwy dylemat między panem Darcym a właśnie Howardem Roarkiem, architektem. Acz osobiście, pobocznie i wywrotowo uważam, że obaj panowie mają bardzo wiele wspólnego i na pewno by się doskonale dogadali. Lub przynajmniej szanowali niezmiernie.
Niemniej potrzebę koszulki mam.

W sprawie rozbawiania Pana Boga – po raz kolejny zresztą – muszę najpierw wspomnieć o istocie dat w moim życiu.
Otóż daty znaczą naprawdę bardzo wiele. I nie bez powodu rzeczy się wydarzają kiedy się wydarzają.  Na przykład w chwili obecnej jest piętnasty kwietnia i lekko popaduje śnieg. Ale że jesteśmy na Nowej Funlandii i zdążyliśmy zapomnieć o wszystkim co wiemy o porach roku nawet to nas tak nie dziwi. Lekkie rozczarowanie zaś, że znowu jest zimno też nie jest naprawdę żadną niespodzianką. Niemniej nie o opadzie śniegu chciałam.
Chciałam o dziewiętnastym marca.
Tego roku.
Dziewiętnastego marca tego roku prowadziłam rozmowę z Mają w której, dosyć smutno, choć mam nadzieję nie zgorzkniale, wywewnętrzniłam jej filozofię życiową na okoliczność miłości.
Dziewiętnastego marca wróciłam do domu i zajęłam się uczeniem francuskiego na test następnego dnia. O dwudziestej drugiej zadzwonił telefon, zataczając koło od zeszłego roku i nadając zupełnie nowe znaczenie paru słowom i niektórym filozofiom. Noc przeleżałam gapiąc się w sufit i zastanawiając się, jak jest możliwe nagle tak po prostu zgubić strach, że nie jest się w stanie stworzyć niczego, w co się choć przez chwilę wierzy, że jest „na zawsze”.
Nadal nie wierzę, że cokolwiek w życiu jest na zawsze. Ale jednocześnie zaczynam wierzyć, że może być tak, że komuś z dnia na dzień nie zmieni się humor, zdanie filozofia i stan uczuć. Zaczynam wierzyć, że będę w stanie cokolwiek zrobić by zachować stan rzeczy, że wiele będzie w końcu zależeć ode mnie.

Dziewiętnasty marca to dzień świętego Józefa. A święty Józef, poza byciem patronem rodzin (i Kanady) jest też tym świętym do którego się modli wiadomo o kogo.

Więc tak sobie myślę nieśmiało
może Pan Bóg już się uśmiał z moich planów dosyć
i teraz sobie na trochę zrobi przerwę?