Jak już dziś informowałam znajome, jestem jak Muniek z „Potrzebuję Wczoraj”.
Zwalam na PMS no ale ile można ten biedny PMS obciążać za wszystko.
Tym bardziej, że PMS naprawdę wiele nie zawinił tym razem.
Jednocześnie mamy święta, koniec semestru (jak Grochów będą jutro moi studenci nad ranem), na zaśnieżone Najbardziej Zapadane spadła ulewa usuwając nieco śniegu, trochę myjąc sól i już odsłaniając dziury.
Ależ nie martwmy się, śnieg już pada. Dziury zakryje.
Do tego niektórzy polecieli do kraju.
Tak wiem, NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO i BOGU DZIĘKI.

Ja naprawdę wiem, że mam dobre życie.
Wiem.
Tak.
Naprawdę.

Ale jak mi się śni wieża w zamkniętej dzielnicy, wysoka bo połączona z niebiem gdzie ludzie zamieniają się w potwory to się no budzę przestraszona.
Albo jak mi się śni dzień świstaka, 19 grudnia, gdzie jestem na Heathrow trzy dni z rzędu zawsze dzień (dwa, trzy) za wcześnie na mój samolot ale permanentnie o godzinę za późno to też się przyczynia do stanu z „Potrzebuję Wczoraj”.

Dobre mam życie, naprawdę.
Ale nawet zapuszczanie nowych korzeni nie sprawia, że te stare przestają ciągnąć.
Przez ściany, ocean i ćwierć kontynentu.

Tęsknię.