Cicho zakrada mi sie smutek, ten listopadowy od srodka. Pozno w tym roku, przegoniony nawalem pracy. W zeszlym roku przejal go stres i niepewnosc. W tym chyba sie zakradl z przyzwyczajenia.

Nie wiem, czy przywial go snieg, ktory nagle spadl 30 centymetrami w ciagu paru godzin, czy moze rozmowa przywolujaca czas sprzed pieciu lat. Nie zebym chciala zapomniec, ale wolalabym nie myslec.

Godzine pozniej siedze i poprawiam testy studentow.
I nie wiem, czy jestem sprawiedliwa i pilnuje sie, bardzo, by byc.

A w srodku mnie po ostatnich doniesieniach prasowych cos nadal protestuje.