staphre blog

    Twój nowy blog

    Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    Co drugi dzien euro2012 transmituje sie z Polski.

    Tak wiem, ogladam dla sportu (i dla pilkarzy).
    Ale chyba na pewno ogladam tez dla kawalka domu.
    Przeciez ja te wszystkie miejsca znam, chodzilam po nich. W niektorych nawet mieszkalam.
    Np. dzis jak pokazywali stadion w Poznaniu bylo widac blok, w ktorym mieszkalam na studiach.
    Lekki kosmos.

    Wiec ogladam dla kawalka domu.
    Choc wiem, ze dom mam tutaj.
    Dla kawalka tego, co kiedys domem bylo.
    Choc z domem jest chyba jak z przyjaznia.
    Jak cos raz nia bylo na zawsze nia pozostanie.


    „don’t let us get sick,
    don’t let us get old,
    don’t let us get
    stupid, all right,
    just make us be brave
    and make us place be nice,
    and
    let us be together
    tonight”

    [Warren Zevon]

    Niech beda blogoslawione!

    Cicho zakrada mi sie smutek, ten listopadowy od srodka. Pozno w tym roku, przegoniony nawalem pracy. W zeszlym roku przejal go stres i niepewnosc. W tym chyba sie zakradl z przyzwyczajenia.

    Nie wiem, czy przywial go snieg, ktory nagle spadl 30 centymetrami w ciagu paru godzin, czy moze rozmowa przywolujaca czas sprzed pieciu lat. Nie zebym chciala zapomniec, ale wolalabym nie myslec.

    Godzine pozniej siedze i poprawiam testy studentow.
    I nie wiem, czy jestem sprawiedliwa i pilnuje sie, bardzo, by byc.

    A w srodku mnie po ostatnich doniesieniach prasowych cos nadal protestuje.

    Po przejsciu majowego stresu w czerwcowe deszcze (zadna inna pogoda nie jest taka jak Najbardziej Zapadane w czerwcu, mgla przez 26 dni, deszcze przez 25 z trzydziestu), lipiec przywital sloncem.

    Po cichu wrocila swiadomosc tego, ze swiat dotyka sie kazdym zmyslem, ktory sie ma, lacznie z tymi, ktorych glosno nie nazywa nauka. Pierwszy weekend od ponad roku podczas ktorego umiem sie zrelaksowac spedzam zapominajac o tym, o czym pamietac powinnam i myslac o tym, co przypomina mi, z jakiej jestem bajki.

    Po przebrnieciu przez etap dorastania nieco pozniej niz wszyscy inni odnajduje siebie w stanie, z ktorego nie zamierzam „zaraz wracac”, czekajaca na ostatni kawalek dokumentu i planujaca co dokladnie powinnam robic we wrzesniu.

    A w miedzyczasie licze, probuje pisac, planuje wyjazd i pozwalam myslom wedrowac po meandrach.
    Niech maja.
    Nalezy im sie w sumie po ostatnich dwoch latach ukierunkowania.

    Slonce swieci przez trzynascie stopni (TRZYNASCIE! W sierpniu) a radio laskawie zapowiada ocieplenie i pogode „w ktorej sie zakochamy”.
    Biorac pod uwage ze w NL przewidywanie pogody przypomina zgaduj zgadule i meteorolodzy sa w tym gorsi od miejscowych rybakow, mam cicha nadzieje, ze ta prognoza pochodzi tych ostatnich.

    Zawodowo transportuje energie z glownego nurtu do pradow. I obliczam niestabilnosci w tychze.

    Prywatnie zbieram jagody i wysylam podania o prace po calym swiecie.

    I sciubie.
    Igla z nitka, klawiatura, matlabem.

    Dom pachnie tartami jagodowymi.

    [Szczypiorski, Poczatek, oczywiscie]

    Do tego dodaja sie same w tym dziesiecioleciu smutne gęby Kwietnia.

    Tak mi wtym tygodniu do kraju daleko i blisko
    Wszystko, co sie dzieje przeplywa przez bufor odleglosci
    Ale nie przez bufor wspolnoty
    wiec choc dociera pozniej dociera mocno
    Troche obuchem.

    Mam wrazenie, ze bardziej niz kiedykolwiek w historii pasuje stwierdzenie o pozostawionych butach i gluchym telefonie.

    Tak mi dzis do kraju daleko i blisko
    Czytam wiadomosci i czuje sie jak masochistka
    A jednoczesnie wiem, ze to jedyna przyzwoita rzecz, ktora moge robic.
    I czytane zapada w pamiec.
    Wierze i nie wierze.

    Nie wierze, ze mozna sie z tego obudzic, nie wierze, ze cos takiego moglo sie tak po prostu wydarzyc.

    Licze, wyprowadzam i probuje zrozumiec procesy stochastyczne.
    Bo mam wrazenie, ze w takich chwilach jedyne co moge robic, to to, co powinnam
    czyli liczyc
    I probowac zrozu
    meic choc kawalek swiata.
    Dla potomnosci.

    Nie wiem czemu ale mam wrazenie jak nigdy, ze teraz madrzy ludzie powinni stanac na wysokosci zadania i kandydowac.
    czyli np. ja.
    A ja za morzem.

    Taka niepatriotyczna sie czuje
    taka wygodnicka
    i tak mi z tym egoistycznie zle.

    ________________________________

    W tym wszystkim jest mi osobiscie wszystko jedno, gdzie zostanie pochowany prezydent.
    Jak dla mnie wszyscy prezydenci Wolnej Polski moga byc pochowani na Wawelu.
    Nie mam nic przeciwko.
    Osobiscie chcialabym byc pochowana albo tam gdzie sie urodzilam, albo tam, gdzie zylam. Ale uwazam, ze prawo do tej decyzji maja ci, ktorych sie zostawia.

    Zastanawia mnie tylko jedno
    czy Ci wszyscy, ktorzy chca prezydenta na Wawelu rownie ochoczo przyjma tam Prezydenta Walese po jego smierci.

    Tudziez Kwasniewskiego.

    Tak sie tylko pytam.
    ___________________________

    W tym calym trudnym czasie najrazsadniej zdaje sie wypowiadac Lech Walesa.
    Po tym, jak krotko skomentowal swoj wpis do ksiegi kondolencyjnej (bo naprawde, co mozna bylo napisac) zabral glos na temat walkowany ‚wte i wewte’.

    Powaznie.

    Pytany o opinię na temat pochowania pary prezydenckiej na Wawelu Lech
    Wałęsa powiedział: – Jestem wiernym synem Kościoła, grzesznym, ale
    wiernym. Wyrażam sprzeciw i niezadowolenie, tak jak to było przed
    nominacją Sławoja Leszka Głódzia na metropolitę gdańskiego, ale gdy
    decyzja już zapada, to ją przyjmuję. Zakładam, że w decyzji jakiś swój
    udział ma Duch Święty. Dlatego nie chcę dyskutować na temat pochówku
    pary prezydenckiej na Wawelu. Takie mam zasady. Przyjmuję decyzję.” [zrodlo]

    ____________________________

    na poczatku napisze co powinnam [jest 10:49 Standardowego Czasu Nowofunlandzkiego, ktory w swym standardzie nie obowiazuje nigdzie indziej na swiecie]
    Powinnam pisac program albo starac sie zrozumiec ten, ktory ktos tam juz natworzyl.

    Jak widac na zalaczonym, program sie mieli w tle.
    [przy okazji mnie olsnilo i chyba naprawilam blad]

    Napisze co myslalam w poniedzialek wieczorem, piekac tarty owocowe, gotujac obiad, robiac pranie i tanczac do Kukiza i T-Love.

    Otoz myslalam o zdaniu definiujacym feminizm zapodanym kiedys swiatu przez Rebecce West.
    Podobnie jak ona, nie mam pojecia czym feminizm jest, a o tym, jak odczuwam swoja kobiecosc juz kiedys pisalam, wiec sie nie bede powtarzac (bo co bede Hemingway’owi dawac satysfakcje).

    Ale tak pieklam, gotowalam, pralam i tanczylam [kokkokokoko] i dochodzilam do wniosku, ze nie ma moje zachowanie absolutnie nic wspolnego z jakakolwiek norma spoleczna.
    Pieklam by odreagowac codzienna dawke Matrixa.
    Gotowalam, bo bylam glodna.
    Pranie robilam, bo mi sie skonczyly czyste czarne spodnie.
    A tanczylam, bo mialam na to ochote.

    Usiadlam by sprawdzic przepis.
    I olsnilo mnie, co sprawia, ze pilnuje, by piorac wrzucic do tego czarnego prania wszystkie moje-nie-moje koszulki i inne czesci podgarderoby.
    Co sprawia, ze zalezy mi bysmy oboje mieli czyste.
    Zdrowy rozsadek, jasne. I chec bycia pochwalona za bycie doskonala zona.
    [prrr prrr prrr brr brr brr <-- czolg]

    Doszlam do wniosku, ze nie ma innego powodu, dla ktorego pierze sie czyjes gacie i wywala czyjes pieluchy (nie ze wywalam, ale wiadomo o co chodzi). Robi sie tak, bo sie chce, zeby ten ktos mial to troche lepiej.
    O sobie mowie.
    Bo w kwestii tego, co wypada jestem na bakier.

    I nie ma innego wyjasnienia, ktore motywowaloby przebieranie czyjegos brudnego prania, niz to, ze sie kogos kocha.
    Przynajmniej dla mnie.

    Za pierwsze pieniadze zarobione w „prawdziwej” pelnoetatowej pracy zawsze chcialam sobie kupic zegarek.
    A juz tak naprawde bardzo gdy moj ukochany osiemnastokowy srebrny, dziwny, prosty i dla nikogo nie zrozumialy zegarek z krzywa tarcza i bez cyferek rozpadl sie na lotnisku w Montrealu gdy zahaczylam nim o krzeslo w sali odlotow.

    Tak z rok temu nawet rozgladalam sie za takim zegarkiem. Na prosble o „prosty” i „niezdobiony” pani przyniosla mi taki, ktory mysle pasowalby do wizerunku niektorym polskim celebrytkom.
    Mi nie.

    Mnie nawet akceptacja blingu w pierscionku zareczynowym przychodzi z trudnoscia.

    No wiec zawsze chcialam sobie ten zegarek kupic.
    Tymczasem zlozylo sie tak, ze pierwsza moja wyplata poszla na cos chyba o wiele bardziej waznego.

    Moja pierwsza wyplata stala sie pierwsza splata kredytu za dom.
    Dodam tu ze NIE CALA, ale faktycznie jej znaczaca czesc.
    W sumie taka, jaka chcialam poswiecic na ten zegarek.

    I ma to dla mnie o tyle wiecej sensu, ze nagle, w okolicy piecdziesiatego trzeciego zachodniego poludnika i czterdziestego siodmego polnocnego rownoleznika zaczelam miec swoje wlasne miejce.
    Wiem.
    W 95% nalezy do banku i bedzie do niego nalezec tak przez dlugie dlugie lata.

    Ale od dwoch czwartkow temu jest tez tak odrobine moje.
    Zegarek po zegarku.
    Martens po martensie.

    Wszystkiego Dobrego z Okazji Urodzin.

    Mnie też zawsze fascynowały spadające jabłka. Bardziej w tej kwestii, że papierówki jak spadały to na ogół były robaczywe, niemniej jednak. Mój pan od fizyki z podstawówki mówił, że czego jak czego ale fizyka to ze mnie nie będzie więc wiesz.

    Mam do Pana ogromną prośbę – wie Pan to nie to, że ja mojego Pana od Fizyki nie lubiłam, ja się go po prostu panicznie bałam i zawsze chciałam, żeby dla mnie to pole magnetyczne wytwarzane przez prąd też było takie oczywiste jak dla niego.

    Jak to mówią w Pana języku BE CAREFUL WHAT YOU WISH FOR.

    Teraz niech Pan mnie posłucha i natchnie czym tam może. Dziś. Jutro. A szczególnie w środę szóstego stycznia (po amerykańsku 01/06, nie wiem którą wersję Pan woli).
    Bo no.
    Ja bym bardzo chciała, żeby mój Pan od Fizyki się ten jeden raz jedyny pomylił.

    W KOŃCU JEMU TEŻ WOLNO!

    Z poważaniem

    Staphre

    Jak już dziś informowałam znajome, jestem jak Muniek z „Potrzebuję Wczoraj”.
    Zwalam na PMS no ale ile można ten biedny PMS obciążać za wszystko.
    Tym bardziej, że PMS naprawdę wiele nie zawinił tym razem.
    Jednocześnie mamy święta, koniec semestru (jak Grochów będą jutro moi studenci nad ranem), na zaśnieżone Najbardziej Zapadane spadła ulewa usuwając nieco śniegu, trochę myjąc sól i już odsłaniając dziury.
    Ależ nie martwmy się, śnieg już pada. Dziury zakryje.
    Do tego niektórzy polecieli do kraju.
    Tak wiem, NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO i BOGU DZIĘKI.

    Ja naprawdę wiem, że mam dobre życie.
    Wiem.
    Tak.
    Naprawdę.

    Ale jak mi się śni wieża w zamkniętej dzielnicy, wysoka bo połączona z niebiem gdzie ludzie zamieniają się w potwory to się no budzę przestraszona.
    Albo jak mi się śni dzień świstaka, 19 grudnia, gdzie jestem na Heathrow trzy dni z rzędu zawsze dzień (dwa, trzy) za wcześnie na mój samolot ale permanentnie o godzinę za późno to też się przyczynia do stanu z „Potrzebuję Wczoraj”.

    Dobre mam życie, naprawdę.
    Ale nawet zapuszczanie nowych korzeni nie sprawia, że te stare przestają ciągnąć.
    Przez ściany, ocean i ćwierć kontynentu.

    Tęsknię.


    • RSS