staphre blog

    Twój nowy blog

    …bo tak własnie jest. z tytułami mam problem. Nie wiem, z czego to się bierze, nawet jak piszę wiersz, nadanie mu tytułu zostawiam zawsze na koniec i )(poza może dwoma przypadkami) mam wrażenie, że ten tytuł to miał być inny.
    Nie o tym chciałam pisać. Chcialam wyrzucić z siebie to, co ostantnio dzieje się u mnei w domu. Ale nawet w głowie nie chce mi się tego układać, nawet wieczorami uciekam od myślenia. (Wymyślam sobie czaderskie scenariusze ;P). Więc chyba nie będę pisać, bo potem jak sama to czytam, to niepotrzebnie wszystko do mnie wraca. Ostatnio doszłam do wniosku, że pisanie o złych, trudnych i ciężkich sprawach jest terepią tylko wtedy, gdy nie są one długie i poważne. W innym przypadku prowadzi tylko do niepotrzebnego powracania do własnego bagienka i rozdrapywania bezsensownych ran. Patetycznie mi to zabrzmiało, żałośnie do tego… ale w sumie tyle chciałam w ten mglisty, wrześmiowy wieczór.

    22.08.2001

    1 komentarz

    Wczoraj oglądałąm na mtv moją ukochaną kreskówkę, czyli „darię”. I jak nie znoszę Beavisa i Buttheada tak uwielbiam… znaczy to nie jest dobre słowo… po prostu potrzebuję Darii, jej znajomych (zwłaszcza chyba Trenta ;P), jej podejścia do życia. I to dlatego, że ja nauczyłam się do końca wyrażać siebie dopiero niedawno… W ogólniaku się i trochę bałam, i nie byłam do końca do tego dorosła. Ostatnio chyba na liście „30 ton” czytałam wypowiedź Grabaża z Pidżamy Porno, że on też w czasie gdy wszyscy przeżywają kształtowanie osobowości był leszczu. Nie znam w sumie człowieka, nie mam zdania na jego temat, ale cieszy mnie fakt, że nie tylko ja mam opóźnienia w tej kwestii… znaczy w wyrażaniu siebie. Wracając do Darii. Nie jestem chyba aż tak silną osobowością, nie jestem też raczej taka samowystarczalna. Lubię przebywać z ludźmi. Choć też – dopiero teraz, na studiach, musiałam się tego uczyć. Ale lepiej późno niż wcale.
    Niemniej… chciałam po prostu napisać, że dobrze, że ktoś wymyślił „darię”.

    Najbardziej się boję dwóch rzeczy. znaczy w pisaniu tego dziennika. Po pierwsze – żeby nie przynudzać. To trochę tak, jak z książką czy listem do kogoś – piszesz i masz nadzieję, że nie tworzysz gniota. I po drugie… mimo całego ekshibicjonizmu jaki jest z blogiem związany – żeby się za bardzo nie wywewnętrzniać. Żeby na przykład nie zrobić z tego czegoś na kształt „nie mam się komu wyzalić to sie powyzalam wszystkim”. Ciekawi mnie więc, na ile starczy mi pomysłów napisanie tu czegoś wartego bajtów, które zajmuje.
    Z rzeczy ważnych: nadal nie wiem, gdzie będę od października mieszkać. Znaczy, gdzie wynajmować mieszkanie.Kolejna przeprowadzka. Jak ja to uwielbiam.

    Żaden ze mnie manifest ani też pokolenie
    Nie poświęcą mi notki w podręcznikach historii.
    Jestem ludzkim (roz)tworem, przy obcych się czerwienię
    I nie umiem obronić żadnej z moich teorii.

    Czy ma jakieś znaczenie, że na świat przyszłam w czwartek?
    Skoro czas nie przystanął ani glob nie zakręcił…
    Zgubię jeszcze po drodze kilka listów i kartek,
    Może nawet napiszę zdanie warte pamięci.

    Potem zmienię się w kryształ, jak na roztwór przystało.
    Będę taki…zwyczajny, chyba mogę rzec, miękki,
    W sumie łatwy w obróbce i kruszący się mało,
    ale bardzo brudzący. I w dotyku dość wstrętny.

    Myślałam ,że pisanie czegoś takiego bedzie łatwiejsze. Nad swoim pamiętniikiem siadam i po prostu piszę. Tymczasem tutaj nie chodzi nawet o ukrywanie się, ale o to, by nie wyjść na debila przed ludźmi, ktorzy będą to czytać.
    Chciałam po prostu wypakować z siebie fakt, że skusiłam sie (na postawie recenzji stron internetowych w „Machinie”) na zrobienie sobie testu osobowości… czy jak to nazwać… na stronie www.keirsey.com . I wyszło mi, że mój typ osobowości to idealista. Na dobrą sprawę schlebie mi to (normalnie jakie ładne rzeczy tam napisali o tych idealistach, że jest ich tylko od 8 do 10 procent i jakie mają dobre cechy…), ale mój podtyp to nauczyciel. To mnie jakby przeraża. Zawsze zdawało mi się, że jestem dziwnie skłonna do pouczania. Chyba będę musiala to przemyśleć. Może dojdę do konstruktywnych wniosków (chyba, że jak zwykle, po prostu zapomnę to przemyśleć).
    Z rzeczy istotnych : widziałam ostatnio wschód słońca nad morzem.
    Z rzeczy nie do końca zbadanych : nadal nie jestem do końa pewna, czy niedopowiedzenia w pewnych sprawach nie są lepsze niż zupełne odkrycia kart.


    • RSS